Trzy kadencje Obamy?

Wyobraźcie sobie, że Jose Serrano, kongresmen z ramienia Partii Demokratycznej, przedstawił ostatnio projekt ustawy znoszącej 22 poprawkę do amerykańskiej konstytucji. Owa poprawka, uwaga, uwaga, zakazuje pełnić urząd prezydenta USA przez więcej niż dwie kadencje. Po jej zniesieniu droga ku ewentualnej trzeciej kadencji byłaby przed Barackiem Obamą otwarta.

No, wyobrażacie sobie? Nie tylko w tym szalonym wenezuelskim nazistowskim gułagu rodzą się takie pomysły. Jak to możliwe? Czyżby Maciej Stasiński się mylił? Czyżby projekt zmian w konstytucji znoszący ograniczenie kadencji miał być czymś normalnym i spotykanym również w kolebce demokracji? A może Obama już też został dyktatorem i przez posłusznych sobie kongresmenów chce, tak jak Chavez, zostać nowym Hitlerem Castro? Tyle pytań ciśnie się na usta i znikąd pomocy, odpowiedzi znikąd.

I wiecie, tylko ten stukot, ten stukot w głowie, że ograniczenie kadencji wprowadzono w USA dopiero w 1951 roku (ale co sobie Franklin Delano Roosevelt porządził to jego – trzy pełne kadencje, czwartą przerwała śmierć prezydenta), a na przykład we Francji nie ma go do tej pory /we Francji w ubiegłym roku wprowadzono ograniczenie ilości kadencji do dwóch/. Więc może by się tak odczepić od Chaveza w tej sprawie?