Prezydent Obama – nadzieje i obawy

Wczoraj spełniło się marzenie wielu Amerykanów – Barack Obama został zaprzysiężony na 44. prezydenta USA. Ale na ten moment czekali nie tylko mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, ale także miliony ludzi na całym świecie. Towarzyszyły im przede wszystkim dwa uczucia – nadzieja oraz obawa.

Przez ostatnie kilka lat w wielu regionach świata niechęć do Stanów Zjednoczonych zwiększyła się. Stało się tak głównie za sprawą źle ocenianej polityki zagranicznej George’a Busha. Zarzucano mu nieuzasadnione rozpętanie wojny w Iraku, łamanie demokratycznych standardów w Guantamo, ignorowanie polityki klimatycznej oraz stronniczość w konflikcie izraelsko-palestyńskim, ale przede wszystkim wypominano mu unilateralizm. Niechęć, który wielu mieszkańców naszego globu żywi do byłego prezydenta sprawia, że kierują oni wielkie oczekiwania w stosunku do jego następcy.

Reprezentanci praktycznie wszystkich regionów liczą na to, że w poczynaniach nowej głowy państwa więcej będzie dyplomacji i dialogu i że Ameryka powstrzyma się od akcji na własną rękę wbrew tzw. światowej opinii publicznej. Jednak każdy region ma wobec prezydenta Obamy także swoje własne oczekiwania.

Mieszkańcy Europy mają nadzieję na bardziej partnerskie relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Liczą na to, że zamiast tworzyć nowe ogniska niepokojów na świecie, Ameryka pod obecnym kierownictwem skupi się na stabilizowaniu sytuacji w różnych częściach globu. Wielu z nich uległo szałowi obamomanii i podobnie jak ich odpowiednicy zza oceanu pokłada w nowej głowie państwa aż nazbyt rozbudowane nadzieje.

Liczą na nią także mieszkańcy Afryki. Są dumni z tego, że w końcu Afro-Amerykanin został prezydentem największego mocarstwa na świecie. Spodziewają się, że nie zapomni on o swoich ziomkach zza Atlantyku i będzie stanowił dobry przykład dla decydentów z Afryki. Żywią nadzieję, że dzięki jego rządom afrykańskie dyktatury będą się demokratyzować.

Na pierwsze decyzje Baracka Obamy czeka Bliski Wschód. Cały świat ma nadzieję, że rozpoczynająca się obecnie kadencja będzie nowym otwarciem procesu pokojowego, choć zarówno Żydzi jak i Arabowie obawiają się nowych rządów. Tel Awiw spodziewa się, że nowy prezydent nie będzie mu tak przychylny jak George W. Bush. Z kolei muzułmańskie stolice zastanawiają się nad tym, czy Obama, jak od wielu lat każdy amerykański prezydent, nie będzie ciążył w stronę Izraela. Tym niemniej wielu muzułmanów na całym świecie ma nadzieję na to, że nowy prezydent, jako osoba pochodząca z wielokulturowego środowiska, która zetknęła się z islamem, zaprezentuje nowe podejście do krajów i społeczności muzułmańskich.

Nadzieję taką zdaje się przejawiać także Iran, który od trzydziestu lat określa Stany Zjednoczone jako swojego największego wroga. Pierwszy krok w stronę poprawy wzajemnych stosunków zrobił Obama jeszcze jako kandydat do najwyższego urzędu w państwie. Stwierdził, że nie wyklucza możliwości rozmów dyplomatycznych z Teheranem. Zapewne dzięki tej deklaracji otrzymał gratulacje z okazji wygranej w wyborach od prezydenta Ahmadineżada. Czas pokaże czy oba państwa będą skłonne sobie zaufać, czy też zwycięży wrogość i nieufność.

Nowy amerykański prezydent nie wzbudza entuzjazmu w Rosji. Większość Rosjan w sondażu przeprowadzonym przez BBC wypowiadała się sceptycznie o możliwości poprawy stosunków USA-reszta świata. Wielu z nich kultywuje obraz Ameryki odziedziczony jeszcze po czasach ZSRR – jako tradycyjnego, groźnego rywala ich kraju. Większość jest jednak zadowolona z tego, że w fotelu prezydenckim zasiadł Barack Obama a nie John McCain, który o wiele bardziej krytycznie wypowiadał się wobec Rosji.

Jego polityce zagranicznej na pewno bacznie przyglądać będzie się Kreml. Rosyjscy decydenci zapewne pamiętają wstrzemięźliwą reakcję wtedy jeszcze kandydata na prezydenta – Obamy na konflikt gruzińsko-rosyjski. To z kolei jest źródłem obaw dla Gruzji, Ukrainy i wielu państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski. Zadają one sobie pytanie na ile nowa administracja będzie ulegała Moskwie.

Na nowe otwarcie w stosunkach z USA liczą także Chińczycy. Od nowego prezydenta oczekują przede wszystkim ograniczenia pomocy militarnej dla Tajwanu, co ma być warunkiem dla zacieśnienia współpracy przez oba kraje. Ale spodziewają się też, że nowa administracja w mniejszym stopniu będzie postrzegała Pekin jako rywala niż gabinet George’a W. Busha. Może to stanowić punkt wyjścia do poprawy stosunków dwóch mocarstw.