Obama: z Iranem bez warunków wstępnych

Obama i Ahmadineżad - czy kiedyś dojdzie do ich spotkania? Byłby to przełom w stosunkach amerykańsko-irańskich.

Na stronie Białego Domu pojawił się wczoraj plan dotyczący polityki zagranicznej Baracka Obamy. Szybko klikamy, odszukujemy rozdział dotyczący Iranu i… Jest! Nowy prezydent nie wycofuje się z obietnic danych w kampanii wyborczej i cały czas zapowiada rozmowy z Iranem bez warunków wstępnych.

Muszę przyznać, że odetchnąłem z ulgą, bo spodziewałem się, że po nominacji Hillary Clinton na stanowisko Sekratarza Stanu te plany mogą ulec zmianie. Na szczęście nic takiego się nie stało. Wciąż jest bardzo wielka szansa na rozsądną politykę USA wobec Bliskiego Wschodu.

Co znajdujemy w krótkim streszczeniu planu wobec Iranu? Poparcie „twardych i bezpośrednich rozmów z Iranem bez warunków wstępnych”, które mają przekonać perskie władze do „zakończenia nielegalnego (illicit) programu atomowego”. Słówko „nielegalny” wydaje mi się tu kluczowe, może bowiem oznaczać, że zdaniem nowej administracji Iran ma prawo do kontynuowania w jakiejś formie pokojowego, cywilnego, „legalnego” programu.

Jeśli Iran spełni ten warunek i jednocześnie zadeklaruje „zaprzestanie wspierania terrorystów i miotania gróźb wobec Izraela”, Stany Zjednoczone w zamian, na zachętę, zaoferują mu „członkowstwo w Światowej Organizacji Handlu, inwestycje gospodarcze i dążenie do normalizacji stosunków dyplomatycznych pomiędzy oboma krajami”.

Dalej plan zakłada, że owe dyplomatyczne działania mają być ściśle skoordynowane ze społecznością międzynarodową. I na koniec: „poszukiwanie tego rodzaju całościowego rozwiązania problemu Irańskiego jest najlepszym sposobem na dokonanie postępu w tej sprawie”.

Tak, panie i panowie, ten plan to skrócona i uproszczona wersja strategii Grand Bargain, o której autor tego bloga pisał w październiku jako o przyszłej polityce Obamy w stosunku do Iranu:

„Iran w ramach porozumienia powinien zagwarantować pełną przejrzystość swojego programu atomowego oraz aktywnie i otwarcie współdziałać ze społecznością międzynarodową w tej sprawie, a także przestać wspierać militarnie Hamas i Hezbollah, naciskając zarazem na przekształcenie charakteru tych grup ze zbrojnego w polityczny, jak również podjąć aktywną współpracę na rzecz normalizacji sytuacji w Afganistanie i Iraku.

W zamian za to Amerykanie powinni znieść sankcje wobec Iranu, zdjąć z agendy groźbę ewentualnej akcji zbrojnej, wykreślić Iran z listy państw wspierających terroryzm oraz zintensyfikować współpracę gospodarczą z Teheranem (inwestycje, know – how) i uznać rolę Iranu w regionie.”

Referowałem wówczas ten plan, przedstawiony na łamach „Washington Monthly” przez Flynta Leveretta i Hillary Mann Leverett z New America Foundation, choć sam do końca nie wierzyłem, że Demokrata w razie zwycięstwa zdecyduje się na tak odważne i przełomowe kroki. Ale oto okazuje się, że słowo ciałem się staje. To jedna z lepszych wiadomości, jaką usłyszałem od paru dobrych tygodni.