Obama i ateiści

Podobnie jak w roku 2001 i 2005 z okazji zbliżającego się zaprzysiężenia Michael Newdow, prawnik z Kalifornii, wspomagany przez Amerykańskie Stowarzyszenie Humanistów złożył pozew do sądu w Waszyngtonie domagając się, aby prezydent zrezygnował z wypowiedzenia frazy Tak mi dopomóż Bóg składając przysięgę.

Zdaniem ateistów stosowanie tego zwrotu promuje pogląd, że Bóg istnieje. Pozwani zostali wszyscy zaangażowani w ceremonię składania przysięgi, czyli przewodniczący Sądu Najwyższego John Roberts, odbierający przysięgę, a także Prezydencki Komitet Inauguracyjny, Wspólny Komitet Kongresu ds. Inauguracji oraz Komitet Inauguracyjny Sił Zbrojnych.

Mimo, że sam składający pozew wątpi, aby udało mu się go przepchnąć w sądzie, to jednak wypada zauważyć, że Obama był kandydatem, na którego zagłosowała zdecydowana większość amerykańskich ateistów i racjonalistów. Zorganizowali się oni nawet w ruchu społecznym Atheists for Obama. Dlaczego? No cóż. Obama nie jest i nie był nigdy ateistą, jednak w porównaniu z większością swoich poprzedników jego postawa wobec religii jest bardzo zdrowo pozbawiona wszelkiego fanatyzmu. Wielu głosując na niego liczyło, że rozpocznie on przemianę Ameryki w stronę większego poszanowania alternatywnych niż chrześcijański punktów widzenia.

Czy tak się stanie czas pokaże, na pewno nie należy się spodziewać zmian rewolucyjnych. To co jest najważniejsze to fakt, iż wraz z wyborem Obamy wpływ na rząd utracili fanatycy wspierający Busha. Może mieć to mocne przełożenie np. na sprawy bliskowschodnie i decyzje w kwestiach społecznych, gdyż ewangelikanie zawsze stanowili najważniejszą grupę wspierającą bezwarunkowo Izrael w USA i np. politykę antyaborcyjną.

Poglądy Obamy na sprawy wiary pokazuje poniższy film nakręcony podczas jednego z wyborczych wystąpień: