Nabucco – szansa czy marzenie?

Projekt Nabucco otrzymał dofinansowanie z UE w wysokości 250 milionów euro. To mało, jeżeli przyjąć, że całe przedsięwzięcie zamknie się w około 8 (wg pb.pl) miliardach euro. Unia Europejska weźmie na siebie jednak na pewno mnóstwo innych kosztów. Nabucco jest projektem bardzo potrzebnym dla całej Europy, gdyż ma jedną zasadniczą zaletę – Rosja nie jest w nim dostawcą, a sam rurociąg ją omija. Zmniejsza to zależność Europy od rosyjskiego gazu. Pierwsze prace przy budowie planowane są na 2010, a w 2013 do Europy popłynąłby już gaz. Cóż za idylliczna wizja. Niestety, na drodze projektu stanęło kilka problemów, w tym ten największy – Moskwa.

Okazało się bowiem, że rurociąg, owszem, ciekawy. Projekt – owszem, wykonalny. Tylko niestety nie ma czym tego gazociągu napełnić. Jedynym państwem, które wyraziło prawdziwe zainteresowanie w udostępnieniu złóż jest Azerbejdżan, chociaż po zadymie w Gruzji Ilham Alijew zaczął poważnie rozważać swoje stanowisko. Pisałem o tym we wrześniu:

„Dick Cheney odwiedził również Azerbejdżan. Jak się okazało, tamtejszy dyktator ostudził swój optymizm odnośnie projektu Nabucco. Lekcja gruzińska jest bardzo droga. Ilham Allijew nie chce wchodzić w konflikt z Moskwą. Nie przekonały go nawet zapewnienie wiceprezydenta o bezwzględnym poparciu. Waszyngton traci wiarygodność – to też jest efekt wojny gruzińsko-rosyjskiej. Allijew mięknie za to w stosunku do Moskwy. Znacznie bardziej eksploatowany będzie rurociąg Baku-Noworosyjsk. Rosja może też znacząco wpływać na destabilizację w regionie za pomocą Górskiego Karabachu. Allijew zrozumiał, że jego sytuacja pogorszyła się. Cheney poniósł bardzo prestiżową klęskę. Kolejny nieprzyjemny symptom.”

Na czerwono: rurociąg Nabucco | Na czarno: inne rurociągi, podpięte do Nabucco | Źródło: Wikipedia

Okazuje się więc, że jedynym poważnym dostawcą jest Azerbejdżan. Przyjmijmy, że Baku wejdzie w ten projekt, pomimo pomrukiwań Moskwy. To bardzo prawdopodobne, bo Azerowie potrafią liczyć pieniążki, a dryfowanie między wschodem i zachodem im się od lat bardzo opłaca. Chętnie by dali gaz do Nabucco, ale mają go za mało, jak na europejskie potrzeby. Nabucco, tylko z azerskim gazem, nie opłaca się. Europa nie dostanie 5% swojego zapotrzebowania. W przypadku, gdyby nie udało się znaleźć innego dostawcy, możliwości Nabucco nie zostałyby prawie w ogóle wykorzystane.

Jakie są więc inne potencjalne rozwiązania? Mówiło się o m.in. Kazachstanie i Turkmenistanie. Na dzień dzisiejszy te państwa „siedzą” w kieszeni rosyjskiej, a Rosjanie próbują przeforsować swój projekt South Stream. Na gaz z tych państw Nabucco nie może więc liczyć. Rosjanie robią, co mogą, by storpedować powstanie Nabucco. To konkurencja dla ich projektu, który – na razie – czasowo jest do tyłu, a w dodatku fachowcy szacują, że jego koszt może osiągnąć nawet 14 mld euro. Cóż, stawienia rur na dnie morza jest bardzo drogie. Bronią się więc przy pomocy instrumentów politycznych.

Jeśli nie Azja Środkowa, to kto? Pozostają jeszcze wg mnie dwa realne źródła. Iran i Irak. Nabucco jest projektem wspieranym przez Stany Zjednoczone, a Barack Obama obiecał zmianę swojej polityki wobec Teheranu. Iran również – przynajmniej oficjalnie – wiąże nadzieje z nowym prezydentem USA. Czy w ramach „change” Iran mógłby dołączyć do Nabucco? W dłuższej perspektywie – może, teraz to wydaje się nieprawdopodobne. Co prawda stosunki europejsko-irańskie są lepsze niż amerykańsko-irańskie, ale Iran nie jest pewnym dostawcą. Poza tym bardzo duży wpływ na to państwo ma Federacja Rosyjska, a wiadomo, jaki jest stosunek Rosjan do tego gazociągu. Ostatnia wątpliwość jest taka, że po ostatnich problemach nie wiadomo, czy Iran dałby radę znaleźć odpowiednią ilość gazu. Wszakże nie roi się tam od supernowoczesnych technologii.

Takimi zasobami prawdopodobnie dysponowałby Irak, ale jak wyglądałaby sytuacja z trwałością dostaw? Taki rurociąg byłby idealnym celem ataków terrorystycznych, nie mówiąc o tym, że poprowadzenie go np. przez góry na granicy iracko-tureckiej, byłoby równie ryzykowne, co trudne. Do projektu można by wciągnąć Syrię,, ale to już jest po prostu fantazjowanie. Najprostszym wyjściem byłoby… dołączenie do projektu Rosjan. Tylko, że Rosjanie nie są tym zainteresowani, a z punktu widzenia Europy – gdzie to, przynajmniej częściowe, uniezależnienie?

Problemów przy Nabucco zatem jest mnóstwo. Projekt ten jest jak najbardziej realny, ale napotyka olbrzymie problemy polityczne. Jego wybudowanie pokazałoby, że możliwa jest Wspólna Polityka Energetyczna. Po ostatnim konflikcie ukraińsko-rosyjskim Nabucco powinno zostać oczkiem w głowie Unii Europejskiej. Europejczycy doskonale rozumieją, że uzależnienie od rosyjskiego gazu to coś fatalnego, ale nie robią nic, by temu zapobiec. Podobnie mają alkoholicy. Też widzą, jak alkohol niszczy ich życie, ale nic z tym nie są w stanie zrobić. Teraz, gdy pojawiła się realna szansa, część Europy chce realizować Nabucco, a inna część (m.in. Włosi) układa się z Gazpromem. Są też tacy, którzy popierają oba projekty naraz.

Biznes to biznes. Na razie udziałowcy Nabucco muszą znaleźć dostawców, którzy zapewniliby projektowi opłacalność. To kolejna konfrontacja polityczna.