Kryzys? Jaki kryzys?

W ostatnich dniach zeszłego roku Minister Finansów Aleksiej Kudrin zauważył, że inflacja w Rosji utrzymuje się na poziomie 13%, a w 2009 dodatkowo przyspieszy ją ewaluacja.

Oznacza to w praktyce wzrost cen towarów importowanych. Lekarstwa, ubrania, żywność, samochody, sprzęt gospodarstwa domowego… Inflacja w USA będzie spadać, a w Rosji rosnąć. Znajomy, który wrócił niedawno z Ameryki zauważył ostatnio, że litr benzyny jest u nas o połowę droższy niż za oceanem. To też efekt polityki ekonomicznej Putina. Ten kryzys uderzy we wszystkich. Jednak tylko w Rosji robimy wszystko po swojemu i to ze szkodą dla większości.

“Oczywiście stopy procentowe nie mogą być niższe niż inflacja, inaczej banki byłyby stratne, zbankrutowały, a gospodarka kompletnie by się załamała” – sprecyzował wicepremier. Oznacza to, że bardzo znacząco obniży się standard życia obywateli.

 kryzys%20jaki%20kryzysGrigorij Pasko

 Kudrin zaznaczył, że problemy finansowe nie zostaną rozwiązane przez obcięcie wydatków socjalnych, nie zostaną też naruszone interesy budżetówki. Te słowa nie biorą się z niczego. Ceny życia w Moskwie na przykład wyraźnie wzrosły. Więcej kosztuje bilet na metro. Podrożało jedzenie. Zaznaczam, że wskazuję tylko najbardziej oczywiste przykłady.

Wygląda na to, że Rosjanie dopiero teraz zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, co ich czeka. A zaledwie kilka dni temu, podczas obchodów nowego roku, nie mogłem się nadziwić rozrzutności współobywateli. Zupełnie jakby mieli się zmierzyć z wojną czy inną wielką katastrofą.

W supermarkecie Auchan obok mojego domu sprzedawano przed Sylwestrem całą masę kompletnie bezużytecznych produktów… i wszystkie te rzeczy w rodzaju wypchanych byków, niebieskich Mikołajów itp. były przez klientów dosłownie rozchwytywane. Rosjanie uwielbiają napychać domy zbędnymi bibelotami.

Jednak ludzie zachowują się lekkomyślnie, bo nie wierzą jeszcze do końca w kryzys – na razie pojawiły się tylko pierwsze sygnały ostrzegawcze, pierwsze zwolnienia, cięcia płac… Na razie nie przybrało to jeszcze masowego charakteru. Masy wrócą do pracy po świątecznych imprezach… Na razie Rosjanie wciąż rzucają się na drogie perfumy, złote ozdoby, wystawne domy… Przyglądając się temu szaleństwu trudno uwierzyć, że wisi nad nami widmo kryzysu.

Cały ten zakupowy boom podgrzała jeszcze telewizja – reklamy namawiały do wydawania pieniędzy bez opamiętania, wyjazdów na Malediwy, jedzenia w snobistycznych restauracjach…

Czy coś naprawdę potaniało? W końcu naprawdę mamy kryzys. W mojej dzielnicy sieroty nie dostały darmowych choinek, co zawsze fundowały im władze Moskwy. Najwyraźniej afrykańska wycieczka rosyjskiego Dzieda Moroza wyczerpała świąteczny budżet stolicy. A może ktoś nagle przypomniał sobie o kryzysie?