Dlaczego Obama wycofa wojska z Iraku?

Kiedy niedługo po zwycięstwie Obamy w wyborach prezydenckich zastanawiałem się, jaka może być realnie jego polityka, wielu akcentowało fakt, iż mój optymizm dotyczący obietnic prezydenta elekta w sprawie wycofania się z Iraku może być przedwczesny. W tekście tym postaram się lekko odgrzać irackiego kotleta, który ostatnimi czasy znikł z pola bacznej uwagi obserwatorów zastąpiony przez święta, problemy w Gazie, „wojnę” gazową itp. Do zapoznania się z tekstem zachęcam szczególnie tych, którym wydaje się, iż sytuacja w Iraku jest patowa. Mogą dość się jeszcze zdziwić.

Okazuje się, że uwadze komentatorów umknęło co nieco, a mianowicie nie odnotowali faktu, iż przez ostatni rok sytuacja w Iraku zmieniła się zdecydowanie na korzyść sił koalicji. Mówiąc wprost – USA są na najlepszej drodze, aby wygrać wojnę w Iraku, a decyzja o wycofaniu wojsk nie jest abstrakcją, lecz naturalną konsekwencją procesu stabilizacji, który w Iraku ostatnio nabrał konkretnego tempa. Widać to przede wszystkim, gdy przyjrzymy się danym dotyczącym poziomu bezpieczeństwa.

Dwóch mężczyzn czeka na przyjęcie w szeregi irackiej policji. Faludża czerwiec 2007
Dwóch mężczyzn czeka na przyjęcie w szeregi irackiej policji. Faludża czerwiec 2007

Prawda jest taka, że pod koniec roku 2008 jeśli chodzi o liczbę incydentów godzących w bezpieczeństwo, sytuacja powróciła do stanu z okresu zaraz po interwencji wojsk koalicyjnych, czyli jest najlepsza od ponad czterech lat. Według danych za wrzesień 2008 średnio notowano niewiele ponad dwieście incydentów tygodniowo, dla porównania – gdy sytuacja była szczególnie zaogniona w pierwszej połowie roku 2007 tygodniowo notowano podobnych incydentów średnio 1300, do prawie 1600 w czerwcu 2007. Dane powyższe uwzględniają cztery składowe. Po pierwsze ilość ataków przeciwko infrastrukturze i rządowi irackiemu, po drugie ilość znalezionych i zdetonowanych ładunków wybuchowych, min pułapek etc. po trzecie wszelkie małe ataki zbrojne na wojska koalicyjne, czyli np. ostrzał snajperski, ataki z zasadzek na konwoje itp. no i po czwarte ataki moździerzowe i za pomocą rakiet.

Gdy przyjrzymy się tym danym okazuje się, że w każdym okresie lwia część incydentów przypadała na kategorię drugą czyli miny i ładunki wybuchowe, jednak widać tutaj znaczny postęp. Dane jasno wskazują, że dotychczas realizowana polityka okazała się skuteczna na tyle, że Obama faktycznie będzie mógł myśleć o wycofaniu wojsk pozostawiając Irak w rękach samych Irakijczyków. Ciągle duża ilość min i ładunków wybuchowych to z jednej strony efekt wojny, z drugiej zaś skutek działalności grup terrorystycznych, jednak widać wyraźnie, iż siła tych ostatnich zmniejsza się dość sukcesywnie z miesiąca na miesiąc, zwłaszcza po marcowych ofensywach w Basrze i Sadr City. Okazuje się, że w chwili obecnej siły terrorystów znajdują się w odwrocie na pełnej linii. Terroryści zostali w znacznej części odcięci od zaopatrzenia, tracą zwolenników i możliwość skutecznego działania. Niezwykle kiedyś popularne bezpośrednie ataki na siły koalicyjne za pomocą rakiet, zasadzek i snajperów praktycznie już nie mają miejsca. Podczas gdy w pierwszej połowie roku 2007 dochodziło do około 200 ataków rakietowych i 400 małych ataków bezpośrednich tygodniowo, teraz jest to już zaledwie kilkanaście ataków. Pod tym względem sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej niż kiedykolwiek od czasów początku interwencji.

Można oczywiście powiedzieć, że Irak w dalszym ciągu daleko ma do stabilizacji i jest to prawda, jednak poprawy sytuacji bezpieczeństwa nie sposób nie zauważyć skoro nagle w perspektywie półtorej roku widać redukcję możliwości operacyjnych rebeliantów o kilkaset procent. Czas na kolejne dane. Wielokrotnie pojawiały się zarzuty mówiące o tym, ze działania amerykańskie powodują ogromne straty wśród irackich cywili, cytowano też zupełnie absurdalne dane wliczające w straty ilość zmarłych np. z powodu chorób itd. co ogólnie windowało rzekome straty do wartości podawanych w setkach tysięcy ofiar. Jeśli zająć się tylko faktycznymi ofiarami cywilnymi, które przyniosła wojna na skutek działalności obu stron, to okaże się, że wraz ze spadkiem liczby ataków zdecydowanie spadła też liczba cywilnych ofiar i to niezależnie czy uwzględni się w zestawieniach dane koalicyjne czy też irackie.

Podczas gdy pod koniec roku 2006 i na początku 2007 źródła irackie mówiły o około 3,5-4 tysiącach ofiar miesięcznie (a źródła koalicji o odpowiednio 1,3-1,5 tysiąca), to według danych z końcówki roku 2008 miesięcznie ofiar cywilnych było około 500 (lub około 400 według danych koalicyjnych) miesięcznie. Widać tutaj dwie tendencje. Po pierwsze ilość ofiar cywilnych spadła o kilkaset procent, po drugie raporty zaczęły być coraz bardziej zbliżone – podobne wartości statystyki miały w styczniu roku 2006, przy czym wtedy widać było pikujący trend wzrostowy, a teraz widać co najmniej stabilizację.

Irak

Jak to możliwe? Stał się jakiś cud? Nie. Wreszcie uwidoczniła się bezwzględna przewaga amerykańska jeśli chodzi o zaopatrzenie, taktykę, sprzęt i logistykę operacji. Wyciągnięto też szereg konstruktywnych wniosków z dotychczasowych porażek przeprowadzając kilka zakrojonych na szeroką skalę operacji w najważniejszych ośrodkach oporu. W samym tylko Bagdadzie przechwycono z rąk rebeliantów 2000 rakiet i 7500 pocisków artyleryjskich i moździerzowych. Dawne magazyny broni armii irackiej z których garściami czerpali rebelianci teraz świecą pustkami. Umacnia się rząd i iracka armia, odbudowuje się administracja sami zaś Amerykanie wraz ze zmianą prezydenta zaczynają na poważnie myśleć o wycofaniu się do domu. Jednym słowem wszystko co mogło sprzysięgło się przeciwko ekstremistom godzącym w legalne irackie władze, tracą też oni poparcie wśród ludności, ponieważ ich działania powodowały ogromną ilość strat wśród cywili. Już teraz np. w kobiecych oddziałach irackiej policji większość (75%) stanowią wdowy ochotniczki po mężach policjantach zabitych w atakach.

Nie należy zapominać, że element wendetty (rozumianej teraz jako współpraca z legalnym rządem na pohybel ekstremistom) w zamian za śmierć najbliższych w tamtejszej kulturze nie wybiera i dotyczy tak ofiar powodowanych przez wojska koalicji jak i tych zabitych w wyniku działań rebeliantów. Tych drugich zawsze było więcej, zwłaszcza gdy porówna się dane zestawiające ilość ofiar cywilnych ze stratami powodowanymi przez rebelianckie ataki z dwóch powodów. Po pierwsze zawsze więcej niż żołnierzy koalicji ginęło funkcjonariuszy irackich. Oczywiście jasnym jest, że rebelianci postrzegali ich jako kolaborantów, jednak nie zmienia to faktu, że były to ofiary miejscowe mające rodziny gotowe ich pomścić. Podczas gdy w szczytowo nieprzyjaznym dla sił koalicji maju 2007 zginęło ponad 150 żołnierzy wojsk koalicyjnych, to w tym samym czasie zabito prawie 250 funkcjonariuszy sił irackich (a nie był to rekord, zdarzało się że miesięcznie ginęło ich ponad 300).

Powie ktoś – no dobrze – ograniczono ofiary cywilne, ofiary wojskowe, spada ilość ataków na wojska koalicji i infrastrukturę rządową, ale przecież największym zagrożeniem dla Iraku jest jego niestabilność etniczna i wyznaniowa. Czy gdy Amerykanie z Iraku wyjdą nie nastąpi rozpad państwa na 2 lub trzy składowe? I tu niespodzianka, gdyż jeśli chodzi o przemoc na tym tle dane są jeszcze bardziej optymistyczne. Gdy porównamy ilość ofiar nienawiści etnicznej i religijnej okaże się, że najwięcej, prawie 2100 było zabitych w grudniu 2006 r. Między czerwcem 2006 a czerwcem 2007 ich ilość ani razu nie spadła poniżej liczby 1000 miesięcznie. Ile jest teraz? Dane za okres od maja do czerwca 2008 wskazują iż… najwyżej kilkanaście miesięcznie. Oznacza to praktyczną eliminację wzajemnych aktów wrogości, co częściowo na pewno wynika z konieczności skoncentrowania się rebeliantów na walce z siłami koalicji i rządu irackiego, jednak pokazuje w praktyce jak wiele udało się osiągnąć Amerykanom, nawet uwzględniając tylko rok zeszły (wyjątkowo spokojny) spadek wynosi 96%. Przez cały rok 2008 liczba ofiar nie wzrosła ponad 200 miesięcznie. W Bagdadzie ostatni raz było tak spokojnie na początku roku 2004.
Irak

Co na to ludność? Ludność to dostrzega co widać w stopniowej zmianie nastrojów na korzyść koalicji, a zwłaszcza nowych władz irackich. Według danych za sierpień 2008 73% Irakijczyków postrzegało swoją najbliższą okolicę jako spokojną, 48% stwierdzało, że spokojna jest cała prowincja, a 21% że cały kraj. Jednocześnie 91% uważało, ze sytuacja bezpieczeństwa się nie pogorszyła lub że się poprawiła (79% dla całego Iraku), 37% postrzegało podróżowanie jako bezpieczne. 65% czuło się bezpieczniej, gdy są w pobliżu były siły irackie, 41% postrzegało rząd iracki jako efektywną władzę zaś 44% uznawało Irak za ustabilizowany (16% wzrost w porównaniu z listopadem 2007). Dodatkowo 68% obstawiało zwycięstwo armii irackiej w walce z terrorystami, a 58% uznawało, ze policja zwalczy przestępczość. Wysokim zaufaniem armię i policję iracką darzyło odpowiednio 85 i 81% badanych. Zaufanie do sił międzynarodowych miało 24%, do grup zbrojnych i milicji zaś zaledwie 11%.

Biorąc pod uwagę fakt, że ciągle rośnie liczebność armii irackiej i irackiej policji, ciągle szkoli się nowe oddziały, wyposaża w sprzęt itd. jasnym jest, że zarówno zaufanie jak i możliwości operacyjne tych sił będą sukcesywnie wzrastać. Gdy połączy się to z małym zaufaniem dla wojsk koalicji i zdecydowaną poprawą bezpieczeństwa w całym Iraku jasnym staje się powoli dla każdego logicznie myślącego człowieka, że jedynym sensownym ruchem w tej sytuacji będzie właśnie to co zamierza przeprowadzić Obama. Już teraz można zaryzykować stwierdzenie, że Amerykanom udało się częściowo wygrać wojnę w Iraku, gdyż do pewnego stopnia osiągnięto cele strategiczne. Jeśli w miejsce dotychczasowych sił amerykańskich wprowadzi się siły irackie (w tym również siły antyterrorystyczne, których ma być 5,4 tysiąca oraz CSWAT – kolejne 3 tysiące ludzi) jasnym stanie się, że liczba ataków na wojska amerykańskiej jeszcze bardziej spadnie, gdyż przestaną one być postrzegane jako okupant. Dużo jaśniejsze staną się amerykańskie intencje zaś sama walka utraci sens. Jeśli siły irackie zaopatrzy się odpowiednio w sprzęt i wyszkoli się ludzi zdolnych do jego obsługi to sytuacja bezpieczeństwa dojrzeje do tego, aby przekazać większość odpowiedzialności za Irak samym Irakijczykom. Już teraz szykowane są ogromne kontrakty mające wyposażyć siły irackie we wszystko, co jest im niezbędne, co w znacznej części odbywać się będzie nieodpłatnie.

Reasumując – wycofanie USA z Iraku nie tylko jest możliwe, ale w obecnej sytuacji jest jedynym możliwym rozwiązaniem. Nie stworzy to próżni bezpieczeństwa, nie doprowadzi do rozniesienia Iraku przez wewnętrzne antagonizmy, nie należy się też tego obawiać. Ta wojna pochłonęła już dosyć ofiar, sił i środków aby ją kontynuować, zwłaszcza że wsparcia potrzebuje zarówno gospodarka w recesji jak również siły amerykańskie w Afganistanie, gdzie sytuacja jest dużo mniej stabilna. W tej sytuacji Obama nie tylko może wywiązać się ze swych przedwyborczych obietnic, ale na dodatek nic nie stoi na przeszkodzie aby z Iraku wycofać się z twarzą i bez wywoływania niepotrzebnych napięć na całym Bliskim Wschodzie. Jeśli do wycofania wojsk prezydent elekt dorzuci trafne decyzje antykryzysowe, to niewątpliwie będzie miał ogromne szanse przedłużyć swe rządy w Białym Domu o jeszcze jedną kadencję.

Osoby szczególnie zainteresowane sytuacją w Iraku odsyłam do raportów Departamentu Obrony USA, zwłaszcza zaś do szczegółowego raportu z września 2008 opracowanego na potrzeby Kongresu USA.