Na Bliskim Wschodzie bez zmian

Konflikt w Strefie Gazy przedłuża się i nic nie zapowiada, by szybko się skończył. Co prawda zdarza mi się czytać, że – mniej więcej – „Hamas jest już na wyczerpaniu i błaga o rozejm”, ale tak naprawdę nie ma żadnego oficjalnego potwierdzenia tych informacji. Z kolei zachowanie izraelskiej dyplomacji wskazuje na to, że Żydzi realizują swój plan. Gdzieś tam na boku, między dyplomacją, a wojną, są cywile, którzy giną i są jedynie statystyką, jak to mawiał klasyk.

Obecny konflikt pokazuje, jak bardzo konieczna jest reforma Organizacji Narodów Zjednoczonych, a raczej zmodernizowanie jej do współczesnych realiów. Paranoją jest, gdy RB ONZ uchwala rezolucję, o zawieszeniu broni, a odrzucają ją obie walczące strony. Organizacja nie dysponuje przy tym żadnymi środkami przymusu. Po co więc nam takie tępe narzędzie wprowadzania pokoju? Okazuje się, że nie istnieje coś takiego, jak światowy hamulec bezpieczeństwa. Pokazały to też konflikty w Iraku i Sudanie, ale o tym poprawnie politycznie media nie pisały. Karta Narodów Zjednoczonych, choć wspaniale brzmiąca, okazała się papierem, który jak wiadomo, może znieść wszystko.

W komentarzach publicystów spotykam się z opinią, że Żydzi walczą o swoje prawo do życia. To chyba jedna z większych bzdur, jakie ostatnio miałem przyjemność czytać, a muszę przypomnieć, że powoli rozpoczynam przygotowania do sesji, w związku z tym z różnego typu „przyjemnościami” mam do czynienia na bieżąco. Cele operacji izraelskich można szukać w różnych miejscach. Można twierdzić, zgodnie z oficjalną propagandą, że Żydzi walczą o bezpieczeństwo i o to, by nie było rakietowych ostrzeliwań. Zgodzę się też z opinią, że celem wojny jest zmuszenie podmiotów międzynarodowych do objęcia kurateli nad Strefą Gazy i tym samym zabezpieczenie żydowskich interesów. Taki plan podrzucenia kukułczego jaja, jak nie ONZ, to państwom arabskim, może się udać. Niewykluczone, że Żydzi nie blefują i naprawdę chcą fizycznie wyeliminować Hamas. Mniejsza o moiją opinię na temat sensu takiej operacji, ale są to jakieś cele, które Cahal ma zrealizować. Tymczasem patetyczne uwagi o prawie do życia nie mogą być odbierane poważnie. Już pisałem o tym, że palestyńskie rakiety wyrządzały znikome szkody przez ostatnią dekadę i tak naprawdę groźniejsi są zamachowcy-samobójcy, a ciekawe ilu ich przygotował Hamas do walki w centrum Gazy? Nie mogę jednak odrzucić tezy o tym, że rakiety zabijały (i zabijają) Żydów. Tak, robią to. Skuteczność rakiet jest jednak porównywalna z potencjalną skutecznością ataku maczugami na posterunek wojskowy. Łatwo można przeliczyć, jaki jest stosunek zabitych Żydów do zabitych Palestyńczyków. Oczywiście, Hamas w/w rakietami uderza w obiekty cywilne i jest to nie do zaakceptowania, ale w wyniku tych maczugowych ataków nigdy nie będzie zagrożony naród izraelski. Owszem. Walczył on o przetrwanie, ale w latach 1948-1949, 1967 i 1973 – wtedy Żydzi naprawdę toczyli boje o swoje być albo nie być. W roku 2009 Żydzi walczą o swoją pozycję i bezpieczeństwo. Dawid Ben Gurion może Ehudowi Olmertowi jedynie pozazdrościć.

Jednocześnie pogarsza się sytuacja Fatahu w Strefie Gazy. Hamas po prostu fizycznie eliminuje swoich politycznych przeciwników. Świadczy to o tym, że w obecnej sytuacji pozycja radykałów w wojnie palestyńsko-palestyńskiej wcale nie jest taka zła. Umiarkowani Palestyńczycy znaleźli się pod ścianą. Kogo zainteresują wołania Abbasa o swoich zwolenników, którym – podobno – są przestrzeliwane kolana? Mamy też wypowiedzi prezydenta Autonomii Palestyńskiej, które krytykują izraelską interwencję. Pisałem o tym od pierwszej mojej notki na temat obecnego konfliktu, chociaż wtedy spotykałem się z zarzutami, że się „nie znam” i patrzę na sprawę „zbyt powierzchownie”. Fatah ma duży problem, bo z jednej strony jego popularność spadnie, a z drugiej nie może – mówię o sytuacji potencjalnej – przejąć władzy z rąk izraelskich, bo to dopiero byłoby harakiri. Tak źle, a tak niedobrze…

Hamas szykuje się do ulicznej walki. Ta organizacja – „reprezentująca Palestyńczyków” – dąży do tego, by straty w ludności cywilnej były jak największe. Jeżeli prawdziwe są doniesienia, że najważniejsi ludzie z Hamasu ukrywają się pod największym szpitalem w Gazie, to mogę jedynie napisać – hańba. Bojownicy nie wyjdą walczyć z Izraelem otwarcie, bo nie mieliby żadnych szans. Czołgi, lotnictwo, artyleria w starciu z przestarzałą bronią, którą dysponują hamasowcy, zgniotłyby radykałów. Dlatego to Palestyńczycy czekają na Żydów w miastach. Gra będzie toczyła się o jak największe straty armii izraelskiej. O ile rzeczywiście nie okaże się, że udało się podpisać jakieś zawieszenie broni. To cyniczne, ale Hamasowi bardziej opłaca się wyraźnie przegrać w SG, aniżeli podpisać bardzo niekorzystne zawieszenie broni. Pytanie: czy czołowi Hamasowcy są naprawdę gotowi zginąć? Może jednak wolą żyć? Jedno wiemy na pewno – cywile nie mają w ich świętej wojnie żadnego znaczenia. Takich sobie Palestyńczycy wybrali reprezentantów.

W dzisiejszym komentarzu pociągnę jeszcze wątek irański, który moim zdaniem jest niesamowicie wyolbrzymiony. Strefa Gazy to obszar o niezwykle małej powierzchni, bardzo zaludniony. Teraz trochę uproszczę; Palestyńczycy (w tym Hamas) to sunnici, a w Iranie rządzą szyici. Palestyńczycy to Arabowie, zaś Irańczycy to Persowie. W związku z tym poparcie irańskie ma charakter prestiżowy i polityczny, a nie realny. Nie ma prawdziwej solidarności. Ajatollahowie to bardzo rozsądni ludzie, wiedzą jaki jest potencjał izraelski i że mały Hamas nie zniszczy Izraela. Podtrzymują go, ale nie użyją żadnej ze swoich możliwości strategicznych, by pomóc Chaledowi Meszalowi i jego wesołej kompanii. Wszyscy mówią o tym, jak to Iran popiera Hamas, gdy tak naprawdę problemem jest realnie wspierany przez Teheran Hezbollah, który przed żydowskim atakiem się naprawdę obronił w 2006r. Czy więc Strefa Gazy jest rozgrywką między Żydami, a Irańczykami? Nie, Irańczycy może przesyłają broń dla Hamasu, ale w skali mikro i nie wiążą z tym żadnych nadziei. Nie jest to też żadna nauczka dla Ahmadineżada. Obecny scenariusz jest mu nawet na rękę.

Tajny ośrodek w Dimonie (tajny jak cholera) nadal stoi. Media podawały informację o tym, że może być on zagrożony. Co prawda jest strzeżony pewnie lepiej, niż Biały Dom, ale wyobrażam sobie, co by się stało, gdyby jednak Arabom udało się uderzyć w reaktor atomowy. W sumie wtedy siła uderzenia objęłaby tez Strefę Gazy i Zachodni Brzeg Jordanu! Palestyńczycy sami zrobiliby sobie holocaust. Może więc nie warto panikować?

Najsmutniejsze jest to, że tak naprawdę nie ma realnych sposoóbów wygaszenia tego konfliktu – i w skali doraźnej, w Strefie Gazy ad 2009, i w skali ogólnej, czyli unormowania sytuacji i powstania państwa palestyńskiego obok państwa żydowskiego. Obie strony są zacietrzewione i zdeterminowane.