Złowieszczy cień Nixona

Mimo, że od śmierci Richarda Nixona minęło ponad 14 lat, jego postać nie przestaje budzić gorących emocji. Do uspokojenia dyskusji na pewno nie przyczyni się odtajnienie przez Narodowe Archiwa kolejnych 200 godzin taśm nagrywanych za jego czasów w Białym Domu.

Udostępnione nagrania obejmują okres od listopada 1972 do stycznia 1973 roku. Był to czas reelekcji Nixona, ale także świątecznych bombardowań – zmasowanych ataków lotniczych na Wietnam Północny, mających skłonić rząd komunistyczny do przyjęcia warunków stawianych przez USA na konferencji pokojowej w Paryżu. Nagrania pokazują, że prezydent miał większy niż sądzono wpływ na decyzję o ich rozpoczęciu. Na zarejestrowanym spotkaniu z sekretarzem stanu Henrym Kissingerem oraz jego doradcą Alexandrem Haigiem Nixon jasno mówi o dokopaniu Wietnamczykom w czasie Bożego Narodzenia, by mieć spokojny Nowy Rok. Prezydent spotkał się w tym również z ambasadorem radzieckim, Anatolijem Dobryninem, nakłaniając Moskwę do wywarcia nacisku na rząd w Hanoi w celu przyjęcia amerykańskich postulatów.

Taśmy potwierdzają również wizerunek Nixona, jaki wyłonił się po publikacjach wcześniejszych nagrań – człowieka nieufnego, paranoicznego i plującego jadem na wszystkich. Nigdy nie zapominaj mówił Kissingerowi podczas rozmowy w Gabinecie Owalnym, że prasa jest naszym wrogiem. Establishment jest naszym wrogiem. Profesorowie są naszymi wrogami. Napisz to sto razy na tablicy i nigdy nie zapominaj. Tymczasem o wygranych wyborach prezydent miał zadziwiająco mało do powiedzenia.

Nixon nie był pierwszym prezydentem nagrywającym rozmowy w Białym Domu. Taśmy ze spotkań ze swoimi współpracownikami zaczął gromadzić już John F. Kennedy. Zostały one wykorzystane przez jego brata, Roberta, do pracy nad książką 13 Days, na podstawie której powstał znany film z Kevinem Costnerem. JFK zainstalował aparaturę nagrywającą w całkiem niewinnym celu – najprawdopodobniej chciał zgromadzić materiał do późniejszych pamiętników. Nixon zapewne początkowo również miał to na myśli, ale jego paranoidalna natura wzięła górę. Prezydent chciał wiedzieć o wszystkim i używać nagrań jako narzędzia kontroli nad współpracownikami.

Istnienie taśm dosyć przypadkowo wyszło na jaw w wyniku afery Watergate. Jeden z pracowników Białego Domu przesłuchiwany przez senacką komisję śledczą, w pewnym momencie stwierdził, że nie rozumie, dlaczego senatorowie tak go męczą – przecież wszystko jest nagrane. Nixon oczywiście nie był szczęśliwy z powodu ujawnienia tego faktu i początkowo odmawiał udostępnienia taśm, tłumacząc to względami bezpieczeństwa narodowego.

Do sprawy wkroczył Sąd Najwyższy, który nakazał przekazanie nagrań. Wtedy okazało się, że kluczowy 18,5-minutowy fragment jednego z nich został umyślnie wykasowany. Biały Dom tłumaczył się pomyłką zespołu obsługującego nagrywanie, ale było za późno, by uspokoić podejrzenia. Los Nixona został przesądzony wraz z ujawnieniem taśmy, na której prezydent wyraźnie domaga się od współpracowników opóźnienia postępowania w sprawie włamania do hotelu. Było to utrudnianie śledztwa – przestępstwo zagrożone karą impeachmentu. Gdy politycy republikańscy w Kongresie dali do zrozumienia, że nie będą bronić skompromitowanego prezydenta, Nixon sam zrezygnował.



Po odejściu Nixona z urzędu taśmy zostały przekazane do archiwów państwowych. Były prezydent starał się o ich zwrot, argumentując, że stanowią jego własność prywatną, ale sąd znów nie podzielił jego zdania. Od tego czasu nagrania znajdują się w posiadaniu Narodowych Archiwów, które sukcesywnie udostępniają ich kolejne partie. Razem z najnowszymi materiałami dostępne zbiory liczą obecnie 2,2 tys. godzin nagrań. Na opracowanie czeka kolejne 1,2 tys. godzin. Słynna taśma z brakującym fragmentem umieszczona jest w hermetycznym pomieszczeniu w nadziei, że rozwój techniki pozwoli ją odczytać w przyszłości.