W Poznaniu spóźnienie grozi śmiercią

„Delay Kills” – takie hasło wykuli w lodzie aktywiści Oxfamu przed wejściem na konferencję klimatyczną, która właśnie się kończy w Poznaniu. Lód, w którym jest zrobione hasło, topi się nieubłaganie – tak, jak czapy lodowców z powodu globalnego ocieplenia.

A opóźnienie mamy właśnie na szczycie klimatycznym, który dziś się zamyka. Piątek to ostatni z dwunastu dni maratonu rozmów państw ONZ, które chcą walczyć z globalnym ociepleniem.

Na razie w Poznaniu udało się ustalić niezbyt wiele. Państwa, które są stronami konferencji klimatycznej postanowiły, że w Kopenhadze w przyszłym roku wypracują traktat o zmniejszaniu emisji dwutlenku węgla, powodującym globalne ocieplenie.

Taka deklaracja to już dużo – mówią politycy i eksperci tacy, jak Lord Nicholas Stern, z którym rozmawiałem wczoraj w Poznaniu. – To żałośnie mało – odparowują organizacje pozarządowe. Obie strony mają sporo racji: to, że udało się zgromadzić w jednym miejscu państwa o rozbieżnych interesach i wydrzeć z ich polityków deklarację o współpracy, to faktycznie sporo. Ale negocjacje o tym, co naprawdę można zrobić, żeby powstrzymać globalne ocieplenie, postępują bardzo powoli.

Zbyt powoli. To wielki problem – pokazują aktywiści z Oxfam. Niedawno postawili przed wejściem na konferencję ludziki z lodu – zdjęcie zrobił im Konrad Niklewicz i opublikował na swoim blogu. Ludziki były „pełne”. Dziś niewiele z nich zostało, topnieją w przerażającym tempie (postaram się dac zdjęcie, niewiele z nich zostało).

To, co opóźnienie może znaczyć dla nas wszystkich, pisze Tomek Ulanowski w dzisiejszej „Gazecie”. tekst polecam wszystkim sceptykom globalnego ocieplenia.

Mam tylko nadzieję, że uda się w Kopenhadze naprawdę podpisać traktat, który zobowiąże do wprowadzenia zielonej gospodarki. I że [rozwiązanie to – Redakcja] nie będzie za bardzo rozwodnione.