To się nie skończy. Nigdy

Nikt już nie pamięta kto zaczął, a kto nie chce skończyć. Nikt juz nawet nie chce tego pamiętać. Nikt nie policzy ofiar. Nikt nie zatrzyma tej przemocy. Tam liczy się już tylko zemsta.

270 ofiar nalotów lotniczych na Strefie Gazy. Izrael na tym nie poprzestanie i wcale nie zamierza tego ukrywać. Przeciwnie, stara się udowodnić całemu światu, że po pierwsze ten atak to jego święte prawo, a po drugie, nikt go nie zmusi do tego, aby kogokolwiek w sprawie pokoju słuchał.

Izrael zdecydował się na ostateczne rozwiązanie kwestii palestyńskich ataków. Zdecydował się na zniszczenie Hamasu. Ale atakami ani nie rozwiąże swoich problemów, ani nie zniszczy Hamasu. Każda ofiara śmiertelna to okazja do zemsty. Palestyńczycy wyznają prostą regułę – zabili naszych, my zabijemy ich. Izrael siłowo nie rozwiąże swoich problemów. Ataki na strefę Gazy tylko je pogłębią. Aby żyć w spokoju Żydzi musieliby zabić wszystkich Palestyńczyków. A potem wszystkich Arabów. Potem Muzułmanów. Albo wynieść się z Izraela i zgodzić się na wymazanie tego państwa z mapy świata.

Żadne z tych rozwiązań nie jest realne, a każde pośrednie, kompromisowe jest nie do przyjęcia przez jedną lub druga stronę. Przyczyn dzisiejszych i wczorajszych nalotów nie należy szukać w zwiększonej liczbie ataków palestyńskich rakiet, lecz w 1949 roku – dacie utworzenia państwa Izrael.

Nie mam na celu udowadnianie, że państwo izraelskie to cierń wbity w Bliski Wschód. To kwestia interpretacji, niebezpiecznie wkraczającej na grunt narodowościowo-etniczny. Chodzi mi tylko o to, że powodem przemocy w Ziemi Świętej jest sama egzystencja państwa Izrael. I to właśnie czyni ten węzeł gordyjski nierozwiązywalnym.

Co mają zrobić Izraelczycy, co Palestyńczycy, co Liga Arabska, co światowa opinia publiczna?

Nie wiem. Po prostu nie wiem.


Bartosz Wasilewski – autor jest redaktorem naczelnym czasopisma www.ego.riki.pl