Rosyjski most do nikąd

W roku 2006 Thomas Friedman tłumaczył, że cena ropy bezpośrednio wpływa na poziom demokracji w krajach rozwijających się. Z charakterystycznym zadęciem twierdził “dajcie mi baryłkę ropy za 18 dolarów, a pokażę wam gospodarcze i polityczne reformy od Algierii po Iran”. Dziś jednak kryzys gospodarczy niszczy rynki i zbija ceny ropy od trzech miesięcy, wiele państw – eksporterów trzeszczy w posadach pod ciężarem zmian. Czy sprawdzi się pierwsze prawo petropolityki?

Jego prawdziwość zostanie przetestowana przede wszystkim w Rosji, gdzie przez ostatnie pół roku rynki straciły 70% wartości, a fortuny oligarchów zmniejszyły się o 300 miliardów dolarów. Mimo buńczucznych zapewnień i wiary w silne fundamenty finansowe (na które składa się głównie prezent pożegnalny Andrieja Illarionowa – fundusz stabilizacyjny), fakty dowodzą, że kraj nadal zależy od eksportu surowców. Na początku tygodnia cena ropy na Wall Street spadła poniżej 50 dolarów za baryłkę, a Kreml przygotowuje się do obrony przed społecznymi protestami przygotowując oddziały do opanowywania demonstracji i forsując przedłużenie kadencji prezydenta.

Jednak założenie, że rosyjska władza załamie się pod naciskiem kryzysu wydaje się przedwczesne. Wygląda raczej na to, że spadające ceny ropy są równie niebezpieczne dla autorytaryzmu jak dla demokracji.

Kto więc wygra, a kto przegra na obecnym kryzysie w Rosji? Czy spadek cen ropy spowoduje otwarcie na reformy i rozluźni żelazny uścisk Władimira Putina i otaczających go byłych oficerów KGB? Czy ilość autokratycznych elementów jeszcze wzrośnie, a państwo zacznie odgrywać jeszcze większą rolę w gospodarce?

Część Rosjan optymistycznie sądzi, że paradoksalnie kryzys może mieć dla Rosji pozytywne skutki. Spędziłem ostatnio sporo czasu z opozycjonistą Olegiem Kozłowskim, który tłumaczył, że dzięki kryzysowi masy stracą iluzje, a na scenę polityczną wedrze się powiew świeżego powietrza.

Ta przewidywania mogą się okazać prawdziwe, ale ostatnie doniesienia nie są zbyt optymistyczne.

Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy byliśmy świadkami wielu wydarzeń, które dowodzą umocnienia na Kremlu niebezpiecznych grup. Najpierw rosyjski sąd wypuścił byłego Wiceministra Finansów Siergieja Storczaka, który ostatni rok spędził w więzieniu a podstawie ewidentnie politycznych zarzutów. Storczak był najwyraźniej zakładnikiem w “wojnach klanów”.

Wypuszczenie z więzienia politycznego trudno przypisać altruizmowi. Uwolnienie Storczaka powinno zaowocować ustępstwami ze strony ostatnich rosyjskich liberałów, zwalczanego Ministra Finansów Aleksieja Kudrina, który spędził wiele lat na obronie wartego 515 miliardów dolarów rosyjskiego funduszu stabilizacyjnego przed zakusami różnych urzędników.

Bank narodowy musiał już sypnąć dużymi sumami. Po tym jak spłacono długi kilku lubianych przez Kreml banków, oligarchów i państwowych firm, ogłoszono, że rosyjski fundusz zainwestuje 6,9 miliarda dolarów w akcje przez Vneshekonombank. Kudrin od dawna sprzeciwiał się takiej decyzji, ze względu na ryzyko korupcji, która mogłaby wpłynąć na rozdysponowanie funduszy. W dłuższej perspektywie może to zdaniem większości analityków oznaczać , że będziemy świadkami renacjonalizacji sektora prywatnego.

Po sprawia Storczaka i Kudrina Kreml zrobił dobrą minę do złej gry i próbował manipulować cenami gazu tworząc gazowy kartel na podobieństwo OPEC, w skład którego weszłyby też Katar i Iran. Potem podpisano umowę o stworzeniu konsorcjum naftowego z Wenezuelą. Rosjanie flirtowali też z OPEC, by dzięki współpracy ponownie wywindować ceny.

W przeciwieństwie do ropy, gaz jest towarem regionalnym, którego ceną nie można łatwo manipulować zmieniając limity wydobycia, jednak ograniczenie rynku powoduje brak konkurencji, a co za tym idzie ma wpływ na klientów. Jak pisał Carl Mortished “to czego powinniśmy się spodziewać i obawiać jednocześnie to wymiana informacji o cenach, planach rozwoju i inwestycji” między członkami nowej gazowej trójki.

Jednym z powodów dla ogłoszenia planów stworzenia kartelu było właśnie wzniecenie paniki na rynku, co skutkowałoby lukratywną dla eksporterów destabilizacją. Pod koniec października wicepremier Igor Sieczin, jeden z najpotężniejszych przedstawicieli grupy siłowików, ogłosił, że rząd może spróbować podnieść ceny ropy tworząc nową wewnętrzną rezerwę produkcyjną, w której Rosja mogłaby przetrzymywać surowiec do czasu kiedy cena osiągnie odpowiedni poziom. W tym samym tygodniu sekretarz OPEC zachwycał się Moskwą, gdy rząd zastanawiał się nad przyłączeniem się do skoordynowanego programu cięć w wydobyciu.

Zarówno kartel gazowy jak i pomysł sojuszu z OPEC to część szerszej strategii Rosji, która chce zdestabilizować rynek surowców. Przykładem tych działań były też ograniczenie dostaw na Ukrainę, kampanie przeciw alternatywnym ruciągom i powódź umów z krajami od Nigerii po Boliwię. Niektórzy twierdzą, że jednym z najważniejszych celów wojny w Gruzji było zablokowanie niekontrolowanego przez Rosję szlaku dostaw energii z Azji Środkowej.

Cały ten splot wydarzeń kieruje Rosję w złym kierunku. Wygląda na to, że ich antyrynkowe praktyki mające na celu stworzenie oligopolu coraz bardziej się pogłębiają. Ostatni strażnik wolnego rynku został zmarginalizowany, a państwo znowu staje się arbitralnym graczem zamiast obserwatorem działalności gospodarczej.

Dobra wiadomość jest taka, że stosowany przez Putina system autorytarnego awanturnictwa nie da się utrzymać długo, jako że Rosja może przetrwać lata po kryzysie opierając się tylko na jednym elemencie, którego kraj ma dziś bardzo mało: transparencji.

Choć wartość rosyjskich funduszy stabilizacyjnych przewyższa wszystkie rublowe depozyty kraju o ponad 100 miliardów dolarów, ciągle utrzymuje się niski poziom zaufania do państwa. Wielu ludzi wątpi w prawdziwość głównych wskaźników gospodarczych i zdolność państwa do niewydawania pieniędzy z zagranicznych rezerw.

Wolnorynkowy kapitalizm przeżywa kryzys, nadszedł czas by wysunąć nowe propozycje nowego światowego porządku gospodarczego. Rosja podjęła nieśmiałą próbę przejęcia sterów podczas spotkania w Evian we Francji, kiedy prezydent Dimitrij Miedwiediew nakreślił wizję wielobiegunowego świata suwerennych narodów, w którym nikt nie będzie próbował narzucić innym własnych norm. Przemówienie Miedwiediewa było pełne obiecujących pomysłów, ale w końcu okazało się, że Rosji nie udało sie zaproponować niczego poza opozycją wobec USA i ochroną prywatnych fortun urzędników państwowych, którzy są jednocześnie szefami państwowych korporacji.

Podobnie jak kandydatka na wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Sarah Palin, Kreml czasów Putina zbudował gospodarcze, polityczne i społeczne mosty do nikąd. Stabilność sytuacji w Rosji zależy w pełni od grupy milionerów, których majątki zakeżą nie tylko od zdolności biznesowych, ale przede wszystkim od arbitralnych decyzji politycznych, manipulacji rynkiem, a czasem ordynarnych kradzieży i nacisków na sektor prywatny. To system, który z natury ogranicza rolę swoich uczestników, w którym inicjatywa i sukcesy są raczej karana niż nagradzane.

Nie dajcie się nabrać, że rosyjski autorytarny kapitalizm to alternatywa dla rynków liberalnych demokracji. Systemu zinstytucjonalizowanej korupcji nie należy mylić z ideologią czy konstruktywną wizją świata.