Afgańska stajnia Augiasza

Piąta z dwunastu prac, jakie zlecił Eurysteus Heraklesowi, było wysprzątanie olbrzymich stajni i terenów Augiasza. Zadanie to, z pozoru niemożliwe, mitologicznemu bohaterowi udało się wykonać. Ta opowieść doskonale wypada jako porównanie do aktualnej sytuacji w Afganistanie. Od 2001 Amerykanie próbują zaprowadzić porządek w tym kraju, jednak popełnili wiele złych i niepotrzebnych ruchów, które jedynie pogłębiają problem. Co warto podkreślić, Herakles doskonale wiedział, w co się pakuje i jak trudna robota go czeka. Amerykanie, jak to Amerykanie, beztrosko myśleli, że z początku może być trudno, następnie trzeba będzie zainwestować dolary, a potem to już Afgańczycy zakochają się w Coca-Coli i McDonaldzie.

Afganistan i Irak bardzo się od siebie różnią. Z reguły, o tym pierwszym, mówi się dużo mniej. Jest to kraj mniej „medialny”, nie ma w nim ropy, gazu, ani innych wartościowych bogactw naturalnych (chyba, że zaliczymy do nich opium…). Interwencja w tym kraju też wzbudzała mniej kontrowersji, bo wszyscy są przekonani o tym, że to stamtąd Osama bin Laden kierował atakami terrorystycznymi. Należy też wspomnieć, że ta ingerencja opierała się na wspieraniu prozachodniego Sojuszu Północnego, potem dopiero pojawili się żołnierze.amerykańcy i NATO. Początkowo wszystko układało się zgodnie z planem, talibowie rozproszyli się, lokalni przywódcy w większości przechodzili na stronę Stanów Zjednoczonych według zasady prawa silniejszego. Trzeba też otwarcie przyznać, że Amerykanie w kwestii Afganistanu nie mieli wyboru. Jedynym poważnym sojusznikiem talibów był jeszcze Pakistan, ale po 11.11 postanowił się odciąć od mułły Omara i spółki.

„Nagle” okazało się, że Afganistan to biedny, górzysty kraj, z zacofanym rolnictwem i bez przemysłu. W dodatku utrzymane są tam podziały plemienne. Co więc wymyślili Amerykanie i Europejczycy? Zainstalowali „niezależny” rząd, wysłali wojsko, rozpoczęli misje humanitarne i wpuścili media. Według zasady (bliskiej mi z liceum): „jakoś to będzie” Skutki tego dzisiaj obserwujemy w tym górzystym kraju.

Rząd afgański nie ma żadnego autorytetu i jego władza nie sięga dalej niż okolice Kabulu, a pesymiści twierdzą, że nawet tam jej nie ma. Amerykanie skutecznie pozbawili autorytetu przywódców Sojuszu Północnego i Hamida Karzaia. W takim kraju liczy się głównie siła. Żaden rząd, który zdobył władzę na drodze mianowania, nie będzie skuteczny. Ta lekcja była dla Amerykanów nieunikniona. Stopniowo zaczynają zmieniać swoją politykę i przykładać większą wagę do porozumień z mającymi realną władzę liderami plemiennymi. Standardowy model demokracji nie ma zastosowania w krajach tak odmiennych kulturowo, jak Afganistan. W dodatku siły „rządowe” są nie tylko fatalnie przeszkolone, ale nikt nie jest pewien ich lojalności. Nie muszę dodawać, że powstające służby bardzo łatwo zinfiltrować. Cała odpowiedzialność za kraj znajduje się więc w rękach Stanów Zjednoczonych i NATO. Taktyka talibów polega na błyskawicznym atakowaniu i wycofywaniu oraz ukrywaniu się w górach. Dlatego walka z nimi jest tak ciężka.

Prezydent-elekt Obama rozumie, że w tej stajni jednak da się posprzątać, nie można się jednak poddawać. Dlatego prawdopodobnie w przyszłym roku do Afganistanu dolecą nowi żołnierze. Tym samym Barack Obama daje jasny sygnał, że nie zamierza się wycofywać z tamtego regionu świata. Zostać w Afganistanie – źle, wycofać się – jeszcze gorzej Wielu krytyków Obamy (w tym ja) obawiało się właśnie tego, że spełni on swoje zapowiedzi defetystycznej polityki i wycofa Amerykę z Azji. Okazuje isę jednak, że tak wcale nie musi być. Inne państwa również widzą sens dosyłaniu żołnierzy. Afganistan wcale nie jest skazany na wieczną wojnę domową. Warto zaznaczyć, że Obama nie jest związany wieloma deklaracjami Busha. Może istnieje jakieś pole negocjacji z siłami antyamerykańskimi w Afganistanie?

Tak naprawdę większość Afgańczyków jest przyzwyczajona do wojny domowej. Nie widzą żadnych zmian, są sfrustrowani. Stąd bierze się niewyrazistość tego społeczeństwa i brak poparcia dla Amerykanów. Mieszkańcy Afganistanu chcą żyć po swojemu, jednak nikt im nie daje takiej szansy. Każdy próbuje im narzucać swoją władzę. Obecność mediów jest pogarsza sprawę, bo talibowie uzyskują rozgłos, który jest im niezbędny do przetrwania. Gdyby ginęli w samotności i ciszy, ich popularność byłaby znacznie mniejsza. W ten sposób media wspierają terrorystów i tworzą mity. Ludzie w Afganistanie chca po prostu spokojnie żyć, jednak nikt im tego nie jest w stanie zapewnić. Inna sprawa, że ciężko o autorytet w kraju tak różnorodnym kulturowo. Tak naprawdę jednak czas gra na korzyść Amerykanów i rządu afgańskiego. W Afganistanie wszystko trzeba było zbudować od początku. Jeżeli Amerykanie się nie wycofają, to talibowie nie wyjdą już poważniej z gór. Naiwni są jednak ci, którzy sądzą, że uda się ich ostatecznie pokonać. Bez szans, ale wraz z rozwojem Afganistaniu ich siła będzie się zmniejszać. Nie bez znaczenia jest sąsiedztwo Pakistanu, który nie ma żadnych szans na upilnowanie granicy. Walka z talibami przypomina walkę z komarami nad jeziorem.

Stajnię Augiasza udało się uprzątnąć. Afganistan również da się ustabilizować, ale potrzebny jest mniej więcej taki sam wysiłek jak ten heraklesowe oraz plan, zamiast pomysłów ad hoc. Z czasem w politykę będą się włączać osoby, które nie będą traktowane jedynie na zasadzie marionetek. Obecnie ustrój Afganistanu trudno nazwać demokracją. To jest też taki kraj, z którym trzeba postępować bardzo delikatnie. W obecnych realiach kobiety nie muszą zasłaniać całej twrzy, istnieje również swoboda w edukacji. Za talibów wyglądało to zupełnie inaczej i Afgańczycy to pamiętają. Na Amerykanach można też dobrze zarobić. Nie można jednak narzucać zachodniej kultury Afganistanowi. Na to nie pozwolą sobie ani Tadżykowie, ani Pasztunowie, ani inne narody zamieszkujące ten górzysty kraj.

Szanse na zwycięstwo w Afganistanie są coraz większe.