Tomasz Płudowski: efekt Bradleya

Czytelnikom traktującym kwestie polityczne serio należy się kilka sprostowań do artykułu Marka Ostrowskiego zatytułowanego Ameryka tak ma (Polityka, nr 43). Piszący ciekawie redaktor Ostrowski wybrał lekką i przystępną formułę leksykonu, by przy pomocy kilku haseł wyjaśnić, że losy amerykańskiej prezydentury nie będą pewne do 4 listopada, co niewątpliwie jest prawdą. Diabeł tkwi w szczegółach ze świata naukowego, nie tak jednak trudnych, by nie można ich było poznać przy pomocy zwykłej wyszukiwarki internetowej. Już na wstępie autor stwierdza, że nie ma tam [tzn. w USA-przyp. mój] też zwyczaju biadolenia nad niską frekwencją wyborczą, co może sugerować, że jest on na bakier z poważniejszymi publikacjami politologicznymi na tematy, o których się wypowiada. Niektórzy biadolą, inni nie. Z biadolących warto wymienić m. in. profesora Thomasa Pattersona z JFK School of Government Uniwersytetu Harvarda, autora The Vanishing Voter oraz Out of Order. Kultura popularna rzeczywiście nie biadoli, jedynie rozrywa.

Prawdziwy problem pojawia się jednak, gdy autor przechodzi do objaśniania kwestii rasowej związanej ze słynnym ostatnio efektem Bradleya. Ostrowski mówi: Zwróćmy też uwagę na różnicę w sondażach między poparciem dla demokratów jako partii a poparciem dla samego Obamy, o kilka punktów niższym. Byłby to dowód na efekt Bradleya, od nazwiska Toma Bradleya, burmistrza Los Angeles, który prowadził we wszystkich sondażach przed wyborami na gubernatora Kalifornii w 1982 r. i bez utraty przewagi sondażowej przegrał w prawdziwych wyborach. A to dlatego, że – nie licząc ekstremistów – pewien odsetek białych nigdy się nie przyzna do rasistowskich poglądów. […] W jakim stopniu efekt Bradleya dotąd występował – nie wiadomo.

 Tom Bradley

Co zdanie to błąd lub nieścisłość. Otóż po pierwsze, różnica poparcia dla partii i kandydata nie jest dowodem działania efektu Bradleya. Czasem kandydat jest popularniejszy niż partia, a czasem odwrotnie. Efekt Bradleya polega na tym, że część białych wyborców twierdzi w badaniach sondażowych, że popiera czarnoskórego kandydata, podczas gdy ostatecznie oddaje głos na kandydata białego. Efekt Bradleya przejawia się więc tym, że notowania kandydata czarnoskórego są wyższe, nie niższe, niż jego rzeczywiste poparcie. Niższe notowania Obama niż partii demokratycznej nie mogą więc siłą rzeczy być dowodem, ani nawet przykładem, tego zjawiska.

Po drugie, nie chodzi tu o kłopoty niektórych wyborców z przyznaniem się do rasistowskich poglądów, jak twierdzi autor; najczęściej wystarczy obawa respondentów o to, że brak poparcia dla czarnego kandydata mógłby zostać odczytany przez telefonicznego ankietera i środowisko jako rasizm. Jest to więc przejaw udawania poparcia, by uniknąć oskarżenia o rasizm, a nie ukrywania rasizmu.

Po trzecie i najważniejsze, w jakim stopniu efekt Bradleya występował, wiadomo bardzo dobrze od roku 1983, kiedy to został zidentyfikowany przez Profesora Uniwersytetu Berkeley Charlesa Henry. W przypadku Toma Bradleya wyniósł aż 10%. Efekt ten występował też m.in. w latach 1990 i 1996 i w badaniach przed tym ostatnim rokiem wynosił średnio 3%. Wystąpił także w trakcie tegorocznych prawyborów, w trakcie których różnica pomiędzy sondażowymi notowaniami Obamy oraz jego rzeczywistym poparciem aż w 18 stanach przekraczała margines błędu statystycznego. Jak ostatnio mówił prof. Henry, najlepiej różnice te wyjaśniały proporcje mieszkańców białych i czarnych w danym stanie. Jedyne, czego nie wiadomo, to w jakim stopniu i czy w ogóle efekt ten wystąpi na skalę ogólnokrajową w przypadku Obamy 4 listopada. Ale to już bardziej ogólny problem przewidywania zachowań ludzkich. W ostatnich latach efekt Bradleya traci na sile, choć najnowsze badania Uniwersytetu Stanforda, AP i Yahoo News wskazują, że czarny kolor skóry może Obamę kosztować nawet 6 punktów procentowych.

Zdaję sobie sprawę, że w czasach gdy na okładkach tygodników opinii umieszczana jest Jolanta Rutowicz, niektórym czytelnikom różnice te mogą się wydawać niewielkie lub nieważne, ale chyba nie czytelnikom Polityki?

 

Tomasz Płudowski

Doktor Tomasz Płudowski, amerykanista, politolog. Ostatnio nakładem PWN i Collegium Civitas ukazała się jego monografia „Komunikacja polityczna w amerykańskich kampaniach wyborczych”