Sidżdżil – pocisk na niewiernych

13 listopada irański minister obrony, generał Mustafa Mohammed Nadżdżar, poinformował opinię publiczną o udanym teście nowej rakiety balistycznej średniego zasięgu, typu ziemia-ziemia zdolnej dolecieć do celów w Europie.

Nazwa nowego pocisku – Sidżdżil (Sidżil, Sejjil), pochodzić ma ze 105. sury Koranu, Al-Fil („Słoń”). Mówi ona o ataku wojsk władcy Jemenu (podległego podówczas królowi chrześcijańskiej Abisynii) na Mekkę w celu zburzenia Kaaby. Do wyprawy miało dojść w roku 570 n.e., a więc w tym samym, w którym urodził się Mahomet, i miała się ona zakończyć niespodziewanym niepowodzeniem – zmierzająca ku świętemu miejscu potężna armia, w skład której wchodziły m.in. słonie została rozbita dzięki cudownej interwencji Allaha. Wezwać miał on chmarę ptaków, niosących w swoich dziobach i łapach niewielkie kamienie („z palonej gliny” zgodnie z tłumaczeniem J. Bielawskiego), którymi raziły one przeciwników. Właśnie te kamienie znane są pod nazwą sidżdżili.

Można domyślać się, że nazwa ta nie została wybrana przypadkowo – ma nie tylko potwierdzać siłę nowej broni w oczach jej konstruktorów i irańskiego społeczeństwa, ale i podkreślać jej defensywne przeznaczenie, a co za tym idzie i pokojowe zamiary Iranu. Jednocześnie, ma stanowić jasne przesłanie dla Zachodu – jeśli zaatakujecie Iran, dosięgnie was zagłada.



Sidżdżil ma być całkowicie nową, dwustopniową konstrukcją średniego zasięgu, zdolną uderzyć w cele w leżące w odległości około 2000 km od granic Iranu. Teoretycznie więc, w zasięgu rakiet balistycznych Iranu jest obecnie większość państw Europy Południowo-wschodniej, Ukraina oraz Rosja, a trzeba pamiętać, że irańskim naukowcom udaje się regularnie zwiększać zasięg swoich konstrukcji, niewykluczone więc, że co jakiś czas do powyższej listy trzeba będzie dodawać coraz to nowsze grupy państw. Jednak to nie zasięg (właściwie identyczny, jak w przypadku poprzednika, czyli rakiet Szahab-3), ale zastosowany napęd sprawia, że jest to ciekawa i – niestety – niebezpieczna konstrukcja.

W odróżnieniu od poprzednich pocisków balistycznych, napędzanych paliwem ciekłym, w Sidżdżilu zastosowano napęd na paliwo stałe. Podstawową zaletą takiego rozwiązania jest znaczne skrócenie czasu potrzebnego do przygotowania rakiety do odpalenia – z kilku godzin w przypadku rakiet typu Szahab-3 do zaledwie pół godziny w przypadku Sidżdżilu. Nie bez znaczenia jest także względna prostota obsługi, która sprawia, że pociski napędzane paliwem stałym nazywane są bronią typu „push-button”, a więc obsługiwaną za pomocą jednego przycisku. Ponadto, transport rakiet tego typu jest znacznie mniej skomplikowany i tańszy niż ich odpowiedników na paliwo płynne, które wymagają dodatkowych samochodów transportowych z paliwem. Cechy te sprawiają, że pociski nowego typu stanowią znacznie większe zagrożenie niż wysłużone Szahab-3, oparte jeszcze na kontrukcji radzieckiego SCUD – w razie ewentualnego konfliktu z Iranem, Sidżdżile mogą w niezwykle krótkim czasie dosięgnąć większości celów na Bliskim Wschodzie i (częściowo) w Europie. Równie ważną cechą nowych pocisków jest ich dwustopniowość, która sprawia, że mamy do czynienia z kontrukcją rozwojową, na bazie której w bliżej nieokreślonej przyszłości mogą powstać irańskie rakiety dalekiego zasięgu (ICBM).

Zasięg rakiety Sidżdżil powinien być podobny do tych, jaki mają najnowsze pociski typu Szahab-3. A to dopiero początek...Test Sidżdżila jest więc nie tylko swego rodzaju ciekawostką (taką jak nieudane próby Szahab-3), ale także niemal namacalnym dowodem na to, że Iran – wbrew temu co twierdzą władze w Teheranie – intensywnie pracuje na budową broni atomowej. Co prawda, na razie niewiele wiadomo na temat głowic, w jakie mogą zostać wyposażone nowe rakiety, ale pociski podobnej klasy skontruowane w Pakistanie i Korei Północnej mogą przenosić ładunki o masie do 1 tony. Oczywistym jest fakt, że nowy pocisk będzie mógł zostać wyposażony w głowice atomowe, gdy/jeśli tylko Iran je zdobędzie – nikt nie prowadzi badań nad tak zaawansowanymi rakietami, aby uzbroić je w mało skuteczne ładunki konwencjonalne. Czy zatem powinniśmy się już zacząć obawiać? Moim zdaniem, nie – irański program atomowy jest nadal na stosunkowo wczesnym etapie rozwoju, Teheran wysyła pozytywne sygnały w sprawie normalizacji relacji ze światem Zachodu, a antyzachodnim mesjanistom skupionym wokół obecnego prezydenta Iranu, Mahmuda Ahmedineżada, władza powoli wysuwa się z rąk. Mamy więc jeszcze wiele czasu, by zapobiec zagrożeniu, ale trzeba działać racjonalnie i skutecznie.