Rosja rzuca rękawicę Obamie?

Zwycięstwo Baracka Obamy we wczorajszych amerykańskich wyborach prezydenckich jest już pewne. (Choć oficjalnie dowiemy sie tego dopiero 6 stycznia). Ten wybór narodu amerykańskiego spotyka się z wieloma komentarzami na całym świecie. Mówi się, że za Obamą stoi prawdziwa zmiana, że epoka Busha definitywnie zakończyła się 4 listopada 2008. Ocenia tak również Rosja. Z perspektywy Kremla wybór Obamy jest co najmniej mniejszym złem. Ciekawe jest jednak to, że Moskwa traktuje ten wybór jako swój sukces, ale również koszmarny błąd USA.

Cieszy się z niego Władimir Żyrinowski, lider Liberalno-Demokratycznej (tylko z nazwy zresztą) Partii Rosji oraz Wiceprzewodniczący Dumy Państwowej Rosji. Słynący z niewybrednego języka i obyczajów rosyjski polityk stwierdził jeszcze wczoraj w radiu Echo Moskwy, że Obama zburzy USA, tak jak Gorbaczow zburzył ZSRR.

Żyrinowski rozwija jeszcze swą proroczą wizję: „Obama jest człowiekiem nowym, nie ma o niczym pojęcia, brak mu doświadczenia. Wycofa ze wszystkich krajów amerykańskie wojska, co pozwoli nam rozszerzyć wpływy”. Dalej stwierdza wręcz, że pod „panowaniem” Obamy Ameryka stanie się „czarnym, rasistowskim reżimem”, USA zostaną zalane falami emigracji, wycofanie wojsk z Bliskiego Wschodu doprowadzi do wojny atomowej między Pakistanem a Indiami, odrodzenia reżimów w Iraku i Afganistanie. Żyrinowski przewiduje też, że pozbawione amerykańskiej ochrony państwa bałtyckie same zwrócą się do Moskwy o stowarzyszenie w ramach organizacji ZBiR (Związek Białorusi i Rosji) a Ukraina rozpadnie się.

Oczywiście, predykcje Zyrinowskiego to stek bzdur. Nie jest to jednak istotne. Ważne jest to, że Zyrinowski, pachołek Putina, który swoją polityczną karierę zawdzięcza tylko i wyłącznie Kremlowi, mógł, a nawet prawdopodobnie tak było, czerpać inspirację dla swych wynurzeń z podszeptów Białego Domu (tego rosyjskiego). Kiedy bowiem rozłożymy wypowiedź wiceprzewodniczącego Dumy na czynniki pierwsze, zobaczymy, że płynie z niego bardzo proste przesłanie dla Obamy: To, że jesteś Demokratą, nie oznacza pokoju między naszymi państwami.

Paradoksalnie, Rosja jest zainteresowana amerykańska obecnością na Bliskim Wschodzie jak żadne inne państwo na świecie. Związane siły US Army w Iraku i Afganistanie nie pozwoliły Waszyngtonowi na poważną reakcję w sprawie wojny w Gruzji. Rosja doskonale wie, że Obama nie może sobie pozwolić na opuszczenie Bliskiego Wschodu ani osłabienie NATO. Kolejny paradoks polega na tym, że Kremlowi bardzo zależy na sporze ideologicznym z USA – gwarantuje to poparcie przestraszonego ludu dla obecnych włodarzy. Wypowiedź Żyrinowskiego to prowokacja. Teraz każde łagodniejsze wobec Rosji posunięcie Obamy spotka się z krytyką jego oponentów, którzy stwierdzą, że spełnia on pobożne życzenia takich jak Zyrinowski. Faktycznie więc Moskwa rzuca Obamie rekawicę i wysyła sygnał: będziesz musiał się z nami zmierzyć, my nie zrezygnujemy ze swoich neoimperialnych posunięć. Jednocześnie Kreml zdaje się grać na nosie czarnoskóremu prezydentowi mówiąc: jesteśmy ciekawi, co powiedzą Twoi wyborcy, kiedy dowiedzą się, że Ameryka znów będzie musiała walczyć z Rosją? W tym kontekście jeszcze przedwyborcze słowa przyszłego wiceprezydenta Joe Bidena o „testowaniu Obamy” staną się prorocze.


Bartosz Wasilewski jest redaktorem naczelnym czasopisma EGO