O rosyjskim blefie…

Jeżeli kogoś zdziwiło, iż tuż po wyborach w Stanach Zjednoczonych Dmitrij Medwiediew, prezydent Federacji Rosyjskiej ogłosił, iż w przypadku powstania tarczy antytakietowej zainstaluje w obwodzie kaliningradzkim rakiety Iskander, to pora rozwiać tę iluzję. To był bardzo przemyślany ruch. Rosjanie podbijają stawkę, ale taka deklaracja jest dla Obamy bardzo korzystna, bo otrzymuje tym samym większą elastyczność w/s tarczy antyrakietowej.

Zawsze będzie mógł dojść do porozumienia z prezydentem Medwiediewm czy premierem Putinem. Szczególnie, że opinia jego demokratycznych doradców może różnić się od poglądów republikańskich. W najbardziej niekorzystnej sytuacji znajdują się Polacy, bo stajemy się legendarnym przedmiotem polityki zagranicznej. Nowy prezydent będzie mógł świetnie wykorzystywać fakt, iż nie jest G.W. Bushem. Spójrzmy na to od strony amerykańskiej. Demokraci celowo unikają jasnego określenia swojego stanowiska w/s tarczy antyrakietowej już teraz. Pozwala im to na rozdawanie kart Polakom i Rosjanom. Tak naprawdę w ich interesie jest utrzymanie obecnego stanu rzeczy (wszystko zgodnie z umową), ale zawsze warto się z ruskimi potargować. Może zaproponują coś ciekawego np. w kwestii Azerbejdżanu albo Iranu? Ekipa Baracka Obamy celowo wypuszcza sygnały sondujące. W najgorszym wypadku mogą powiedzieć Polakom, że „everything is ok”, ale musimy troszkę renegocjować kwestię tarczy. Tego polski rząd (i prezydent) boją się najbardziej. Stąd nieporozumienie na linii prezydent-elekt-Kancelaria Prezydencka RP.

Panika mogłaby pokazać naszą niestabilność. W razie czego jestem pewien, że bez bazy amerykańskiej w Polsce da się wytrzymać. Trzymajmy się obecnego kursu. Z kolei Rosjanie i tak planowali zainstalowanie Iskanderów. Nie oszukujmy się, w razie wojny pierwsza fala uderzeniowa pójdzie właśnie na Polskę. Jesteśmy w powietrzu bez żadnych szans, nawet z naszymi „Jastrzębiami”. O ile Amerykanie są zabezpieczni na wypadek ataku rakietowego, o tyle Polacy są na pierwszej linii lotu tychże (i bombowców). Baza antyrakietowa jest pierwszą instalacją, którą będą chcieli zniszczyć Rosjanie. Żadne Patrioty nie będą w stanie zapewnić jej (ani Warszawie) stuprocentowej ochrony na wypadek zmasowanego ataku rakietowego. Tarcza daje Amerykanom niezbędne kilkanaście/kilkadziesiąt minut w przypadku konflitu. Wracając jednak do naszych moskiewskich przyjaciół, wymowa tych rakiet byłaby bardziej propagandowa niż faktyczna.

Putin z Medwiediewem muszą zareagować na tarczę, ale nie potrafią zatrzymać tego projektu za pomocą politycznych roszad Chcą więc postraszyć Iskanderami. Pytanie, czy Obama się na to nabierze? Rosjanie mają nadzieje na nowe rozdanie, a Amerykanie mogą kokieteryjnie dowiedzieć się, co w zamian zaoferuje Wladimir Putin? Generalnie trzeba jednak pamiętać, że tarczy antyrakietowa jest przede wszystkim w interesie amerykańskim. Obama rezygnując z niej, pozbawiłby siebie niezwykle silnego (i drogiego) argumentu. W XXI wieku byłoby to bardzo nierozsądne. Na pewno oszczędności można poszukać w innym miejscu. Rosjanie, po konflikcie kaukaskim, są odbierani dużo bardziej poważnie. Faktycznie zaś w kwestii tarczy są bezradni. Dzałanie Moskwy wobec Tblisi pokazało, że z Rosją trzeba umieć postępować. Saakaszwili przesadził, ale projekt tarczy jest amerykański co daje mu olbrzymi parasol bezpieczeństwa. Dalszym zadaniem Polaków i Amerykanów powinna być walka o prozachodnią Ukrainę. Sprawę Krymu Moskwa rozgrywa bardzo sprytnie. Śmiałości dodaje Putinowi świadomość, że już w Abchazji i Osetii Południowej Zachód pokazał, że nie potrafi pomóc swoim sojusznikom. Różnica polega na tym, że Krym może być projektem typowo rosyjskim, a Abchazja i Osetia Płd. są wynikiem bardzo złych i nieprzemyślanych decyzji Saakaszwilego, gdy dał się podpuścić jak małe dziecko. A Iskanderów się nie bójmy. Na pewno ładnie wyglądają.