Nicolas Sarkozy – mistrz obłudy powraca

Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, zaproponował by doprowadzić do opcji zerowej, czyli wycofania projektu tarczy antyrakietowej z Europy oraz rakiet Iskander z obwodu kaliningradzkego. Niestety, mąż Carli Bruni nie jest dobrym matematykiem, bo 2 – 1 wcale nie równa się 0.

Lubię blogowanie, bo daje mi niezwykłą swobodę. Nie muszę być oficjalny i mogę używać ciekawszego języka. Inaczej wygląda sprawa w momencie, gdy piszę artykuł – wtedy mogę sobie pozwolić na elementy humorystyczne, ale wszystko musi mieć bardziej elegancki wydźwięk. W tym przypadku nikt nie zabroni napisać mi, że postawa Nicolasa Sarkozego przypomina zachowanie potencjalnego kolegi, który ostentacyjnie klepie cię po plecach i wykrzykuje o swojej lojalności, by wieczorem za tymi samymi plecami próbować przelecieć ci żonę. Wobec naszego prezydenta od początku zachowuje się nie fair, więc nie dziwi mnie, że w tym czasie wyjeżdza do Japonii. Zresztą, francuski prezydent na balu też się nie pojawił.

Sarkozy nie dość, że chce nas zmusić do podpisania Traktatu Lizbońskiego, to jeszcze chciałby nam zabrać tarczę antyrakietową z Europy. Ciekawy przyjaciel. O traktacie lizbońskim napisałem kiedyś osobny artykuł, więc nie będę się rozwodził. Uważam, że trzeba czekać na Irlandię, bo po co ograniczać sobie pole manewru? Na całe szczęście to nie są czasy, gdy można do czegoś zmusić polskiego prezydenta (lub/i premiera). Oczywiście – też uważam, że to paranoja, gdy coś się wynegocjuje, a później tego nie ratyfikuje, ale okoliczności się zmieniły i nie będzie mi tego wypominał człowiek, który boi się konfrontacji ze społeczeństwem w tej sprawie. Boję pomyśleć się, co zrobiliby polscy politycy w czasach II RP.

Najzabawniejsze, że Sarkozy politycznie zaprzecza sam sobie. Krytykując tarczę, robi wyłom w pożądanej Wspólnej Polityce Zagranicznej i Bezpieczeństwa, a atakując (pośrednio) Polskę raczej nie namówi jej do błyskawicznej ratyfikacji traktatu, który to z kolei… miałby ujednolicić wspólnotową politykę zagraniczną. Trochę się w tym wszystkim prezydent Francji zaplątał.

Problem z tarczą i Sarkozym jest dużo poważniejszy. Francja sprawuje prezydencję w Unii Europejskiej. Nie może sobie tak dla kaprysu krzyczeć o tym, że trzeba zrezygnować z tarczy. Przecież ta sprawa dotyczy też Polski i Czech – członków Wspólnoty. Bardzo nieodpowiedzialne słowa, które pokazują, że Europa nie mówi w tej sprawie jednym głosem. Znowu okazuje się, że partykularne interesy są ważniejsze od ogólnoeuropejskich. To o tyle piorunujące, gdy wspomina się o tym, że Polska właśnie wyraziła zgodę na negocjację z UE z Rosją. Nicolas Sarkozy już raz okazał się…. francuskim pudelkiem Medwiediewa i Putina, w czasie konfliktu w Gruzji. Wynegocjował wtedy fatalne porozumienie, które i tak Rosjanie interpertują sobie na swój sposób. Prezydent Francji okazał się nieskuteczny, a w dodatku ośmieszył pozycję UE. Pokazał, że Wspólnota nie ma żadnych instrumentów reagowania i wpływania na poczynania rosyjskie. Chodził na smyczy rosyjskiej. Moskwa łaskawie zgodziła się na bardzo niekorzystne dla Gruzji warunki rozejmu, a Sarkozy ogłosił sukces.

Wypowiadając się na temat tarczy, uderzył nie tylko w nas, ale również w interesy NATO i Unii Europejskiej. Sarko wskazał jedną niezwykle ważną rzecz. Woli współpracować z Rosją niż Stanami Zjednoczonymi. To nie przypadek, że ten temat pojawił się teraz. Sarkozy i Putin liczą na to, że Obama się przestraszy. Kiedyś w Ameryce robiono sondaż, gdzie respondentom zadano pytanie: jak myslisz, z kim Amerykanie będą toczyć nastepną wojnę? Jedna z osób, typowy Amerykanin, powiedziała, że z Francją. Zapytano się go: „dlaczego z Francją”? „A, bo jakos się nie dogadujemy”. Śmieszne, bo pokazuje ignorancję Amerykanów, ale czy Paryż nie działa wbrew interesom Waszyngtonu? Tarcza antyrakietowa nie obroni Europy przed zmasowanym atakiem z powietrza (tak jak bajką jest to, że jest skierowana przeciwko Iranowi). Da za to Amerykanom przewagę strategiczną. Postawi Moskwę w niesamowicie nieprzyjemnej sytuacji. Ameryka będzie miała luz i komfort. Tarcza jest najbardziej w interesie amerykańskim. W czasie zimnej wojny specjalnie tworzono porozumienia rosyjsko-amerykańskie, które zabraniały prac nad takimi systemami. Takie instalacje tworzą „bezkarność” pierwszego uderzenia. Ad. 2008, wolę by Stany Zjednoczone szachowały Moskwę, aniżeli Moskwa Stany Zjednoczone.

Tarcza jest też zyskiem, bo będzie wspierała pozycję zachodniego świata. Zyska na niej NATO, a rosyjskie satelity będą mogły powoli oddalać się od Moskwy. Dlatego właśnie szczególnie irytująca jest postawa Sarkozy’ego, który woli utrzymać obecny status quo. Tylko dlatego, by ograniczyć wpływy amerykańskie. Z tarczy można zrezygnować, ale za jakąś rozsądną cenę, a nie za rakiety Iskander, które są jedynie siłą propagandową, bo Moskwa naprawdę ich nie potrzebuje, by zniszczyć Warszawę czy Pragę. W ogóle więc faktyczna siła tarczy i Iskanderów jest zupełnie inna. To nie jest propozycja uczciwego dealu, a w dodatku bardzo komplikuje sytuację polityczną. Trudno mi wyobrazić sobie zdecydowaną reakcję UE w przypadku „problemów na Krymie”. Najgorsze jest to, że Putin zdaje sobie z tego sprawę dużo lepiej, niż ja.

Dla Sarkozego ważniejsza jest walka o pozycję Francji. Jest niezwykle bezczelny, bo wydaje mu się, że może wszystkim mówić, co mają robić. Drogi prezydencie, to nie czasy Napoleona. Pora w końcu się z tym pogodzić.