Edukacja mas do ostatniej kropli ich krwi

Niech ustanie ruch w centrach miast! Niechaj zabiją dzwony kościołów! Niech Pedigree Pall zamieni sie w Whiskas, a juz zaparzona mate popłynie w kranach zamiast wody, bo oto Maciej Stasiński odrzucił tanią demagogię!

Naprawdę. Nic nie przesadzam, nic nie zmyślam, żadnych igraszek semantycznych nie uprawiam. "Odrzucam tanią demagogię" – tak dokładnie napisał w najnowszym sprawozdaniu z wenezuelskiego gułagu.

Powstaje zatem pytanie, czym w takim razie jest jego twórczość na temat Hugo Chaveza. No bo skoro nie jest to tania demagogia, to co? Droga demagogia? Publicystyczne trollowanie? Przygotowywanie opinii międzynarodowej na nadejście Nieuniknionego Powstania Demokratycznej Opozycji Wcale Nie Sponsorowanej Przez Stany Zjednoczone?

Należy chyba zrewidować swoje podejście do tekstów Macieja Stasińskiego. Teraz, kiedy okazało się, że nie są tanią demagogią, nie można ich już bowiem traktować jako kolejnych nawiedzononych tyrad prawicowego wujcia wariatuńcia.

Przemilczmy więc rytualne zaklęcia Stasińskiego, których pełno również w jego najnowszym dziele. Bo są tam zdania, że "bojówki Chaveza uśmierciły kilkanaście osób" i informacja, że "siedzą albo są ścigani ludzie z opozycji, którzy odsunęli Chaveza od władzy w 2003 roku" przedstawiona bez dodania, że siedzą za pucz. Jest także, da dam dam, przepowiednia, że Chavez wywoła wojnę i może nawet, kto wie, zbuduje obozy koncentracyjne.

Przemilczmy to wszystko, bo mamy w tym wypadku do czynienia z efektownym ornamentem, który służy Stasińskiemu jedynie do ładnego udekorowania głównego przekazu.

A jest nim w tym wypadku odczłowieczenie ludzi popierających Chaveza, przypisanie im niskich instynktów i motywacji, odmówienie im prawa i zdolności do podejmowania racjonalnych wyborów.

Mamy do czynienia ze sportretowaniem dużej części społeczeństwa wenezuelskiego jako brutalnych i głupich, otumanionych ideologią, forsą i wódą zwierzątek. Wróćmy więc do początkowego pytania. Skoro to nie jest tania demagogia, to co to jest?

Otóż jest to gotowe uzasadnienienie krwawej rozprawy z Chavezem i jego stronnikami skonstruowane za pomocą chwytów jakby żywcem wyjętych z LTI Victora Klemperera (co jak na faceta, który nieustannie ryczy o zagrożeniu faszyzmem jest, muszę przyznać, dość perwersyjne) albo z propagandowej nawałnicy, której bylismy świadkami przed atakiem Stanów Zjednoczonych (a także Polski) na Irak.

Dokładnie o takich odczłowieczających zabiegach stosowanych przez różnych neokonserwatywnych ideologów w stosunku do Arabów pisał tuż przed początkiem wojny Edward Said w swoich artykułach (na przykład tutaj).

W języku propagandy wzywającej do przemocy ci, których trzeba zlikwidować lub podbić nie zdają sobie sprawy z tego, co naprawdę robią, nie rozumieją naszych wartości, nie kierują się naszą racjonalnością, więc musimy im pomóc, aby swoimi czynami nie zepchnęli swojego kraju w otchłań dyktatury, całego regionu zaś w przepaść. Powstrzymajmy ich więc. Demokracja nie może już dłużej czekać.

No dobrze, to zaczynamy cytować, zatkajcie nosy.

"Z tzw. ludowych mas dotychczas wykluczonych Chavez robi fanatyczną masę, która w zamian państwowe dary musi na niego głosować lub/i terroryzować przeciwników reżimu. Lud Chaveza to zbiorowy klient petrodolarowej dobroczynności i zarazem sztafety szturmowe w służbie samodzierżawia i totalitaryzmu"

"Nazwanie tego ludu "roznamiętnionym i otumanionym alkoholem motłochem" to nie wyraz pogardy – jak chce Artur Domosławski – tylko opis. (…) Motłoch jest, owszem, godny pogardy, bo robi pogromy i sieje terror. Ludzie, którzy godzą się, by go tworzyć, godni są współczucia i edukacji"

"(…) reżim Chaveza jest z istoty narodowosocjalistyczny, bo polega na permanentnej paramilitarnej mobilizacji mas w służbie cezara".

Przyjrzyjmy się zatem, co my tu mamy? Mamy mianowicie ludzi popierających Chaveza (czyli przynajmniej połowę społeczeństwa)ustylizowanych na Die Sturmabteilungen der NSDAP: popatrzcie tylko na te fanatyczne sztafety szturmowe w służbie totalitaryzmu, które sieją terror, otumanione wódą i nabuzowane agresją podczas pochodów paramilitarnych mas.

Godni są współczucia. Godni edukacji. Ale czy mozna ich edukować w warunkach panującego totalitaryzmu? Czy wyobrażacie sobie demokratyczną reedukację członków SA podczas rządów Hitlera? Jasne i logiczne, że nie. Trzeba więc najpierw zmienić reżim.

Zaiste, jeśli w Wenezueli dojdzie do krwawego przewrotu przeciwko Chavezowi, redaktor Stasiński będzie mógł z dumą pomalować sobie ręce i twarz krwią zabitych. Zasłuży sobie na to. Również za jego sprawą demokracja zostanie przywrócona.