Ciężkie działa kleru

Nicolas CotugnoKościół katolicki uważa kwestię aborcji za problem natury moralnej, sam jednak na przestrzeni wieków różnie się do tego odnosił. Na temat aborcji wylano już zresztą hektolitry tuszu, a nie zmieniło to faktu, że do dziś pozostaje ona jednym z najbardziej dyskusyjnych i kontrowersyjnych tematów zwłaszcza pomiędzy politykami, a klerem. Szczególnie konserwatywne poglądy głosi kościół w Ameryce Łacińskiej, który uporczywie nie daje się zliberalizować.

Burzliwa debata na temat aborcji toczy się w chwili obecnej w Urugwaju, gdzie we wtorek odbędzie się głosowanie w Izbie Reprezentantów dotyczące jej legalizacji. Arcybiskup stolicy kraju Montevideo Nicolas Cotugno zapowiedział już kary w postaci ekskomuniki dla posłów, którzy opowiedzą się za legalizacją aborcji. „Jestem gotów zapoczątkować wraz z papieżem Benedyktem XVI i biskupami proces formalnej ekskomuniki” – powiedział Arcybiskup.

System prezydencki w Urugwaju utrudnia uchwalenie ustawy aborcyjnej, nawet gdyby w parlamencie takowa uzyskała odpowiednią ilość głosów. Na mocy konstytucji z 1966 r. prezydent posiada bowiem prawo weta w procesie legislacyjnym. Tabare Vasquez, obecnie urzędująca głowa państwa, zapowiedział już swój sprzeciw w tej kwestii. Choć w kraju leżącym pomiędzy Argentyną a Brazylią ostatnie wybory parlamentarne wygrała lewicowa koalicja Szeroki Front, z której zresztą wywodzi się Tabare Vasquez, los ustawy aborcyjnej nie jest jeszcze przesądzony. Całkiem możliwe, że zwolenników aborcji zwyczajnie nie starczy aby uchylić prezydenckie weto.

Urugwaj należy do państw zdecydowanie liberalnych. Stał się niedawno pierwszy krajem w Ameryce Łacińskiej, który zaaprobował związki cywilne par homoseksualnych. Ponadto Urugwaj dołączył do Brazylii i Argentyny wspierając postanowienia „Deklaracji z Dżakarty”, która uznaje sodomię za naturalną każdemu człowiekowi, a pakiet ustaw, wśród których znajduje się między innymi ustawa o aborcji zawiera także szereg innych zapisów, jak chociażby nowelizację ustawy o edukacji seksualnej, w której akceptacja i tolerancja homoseksualizmu promowane są już od najmłodszych lat. W kwestii sporu pomiędzy rządem Urugwaju, a Watykanem racja leży jak zwykle po środku. Obydwie strony konfliktu mają tyle samo argumentów naukowych jak i moralnych – zarówno ta świecka, jak i kościelna.

Ekskomunika, którą Arcybiskup Nicolas Cotugno zapowiedział nałożyć na posłów to nie tylko ingerencja kościoła w ustawodawstwo, ale przede wszystkim zamach na demokrację i wartości narodowe. Dewiza Urugwaju mówi bowiem dobitnie „Libertad o Muerte”, czyli wolność albo śmierć. W tym konkretnym przypadku jest to zamach na szeroko pojętą wolność w obliczu niemożności bezpośredniego wpłynięcia na ostateczny kształt i wynik ustawy. Taki pośredni chwyt zgodny jest jednak z literą obecnego i oficjalnego stanowiska Watykanu w kwestii aborcji.

Kościół katolicki nie zawsze jednak stał na straży życia od momentu poczęcia. Już Arystoteles, który choć autorytetem w kwestiach wiary nie jest to był wielokrotnie w materii swego podejścia do płodu i człowieczeństwa powielany przez kler, zaznaczał iż płód staje się ludzki dopiero po upływie 40 dni od zapłodnienia w przypadku mężczyzny oraz 90 dni w przypadku kobiety. Pogląd ten kontynuował św. Augustyn twierdząc, że dopiero po upływie 40 dni od poczęcia do ciała wnika dusza, co znalazło swe odzwierciedlenie w postanowieniach drugiego Soboru Nicejskiego z 787 roku. Stało się to de facto precedensem do odróżnienia ciężaru grzechu aborcji przed i po upływie tego terminu. Św. Tomasz z Akwinu dla przypieczętowania tego stanowiska stwierdził, że „aborcja nie jest grzechem zabójstwa dopóki płód nie został obdarzony duszą”. Dopiero w 1869 roku papież Pius IX zabronił aborcji w każdej fazie rozwoju płodu – także w okresie preembrionalnym.

Kościół katolicki nigdy zresztą nie był ani zbyt liberalny, co zrozumiałe, ani nie sprzyjał nauce i rozwojowi. Przykładowo Sobór Watykański II, który odbył się w 1965 r. zakazał zapładniania metodą in vitro. Decyzja ta jest sporna i kontrowersyjna do dziś. Gdzie leży ta cienka granica, po przekroczeniu której kościół nie ma już prawa ingerencji? Samo wyrażenie zdania przez papieża nie jest wiążące, ale dla bogobojnych i wiernych stanowi swoisty paradygmat, który w tym konkretnym przypadku nie tylko hamuje rozwój nauki, ale także odbiera możliwość zajścia w ciążę wielu kobietom, których naturalne metody zawiodły.

Pomimo, iż neoliberalna koncepcja świata podupada, a w obliczu kryzysu kapitalizmu całkiem realny staje się powrót do konserwatyzmu i prawicowego spojrzenia na świat, – co jest naturalną koleją rzeczy w nieustającej od Wielkiej Rewolucji Francuskiej walki pomiędzy tradycją a reformą – oczywistym zdaje się być w tym miejscu pytanie, czy należy w dzisiejszym świecie respektować archaiczne dla wielu, a dla innych w ogóle nie istotne kanony wiary katolickiej? Czy warto karać ekskomuniką ludzi odmiennie myślących niż kościół? Tradycja jest rzeczą istotną, ale nie zawsze bywa wzorem, czy też paradygmatem kształtującym światopogląd ogółu ludności, czy też narodu, a kary kościelne za depenalizację aborcji w Urugwaju nawet jeśli nie wywołają większego poruszenia wśród posłów lewicy, to mają szansę stać się powodem do pogłębienia kryzysu Kościoła z państwami świeckimi. Nawet Włosi, dobitnie odczuwający sąsiedztwo Watykanu potrafili w kwestii polityki wewnętrznej i społecznej odciąć się od państwa kościelnego i zabronili mu mieszać się do spraw wewnętrznych Włoch. Śladem tym pójść mogą inne państwa, a to na pewno ani nie powiększy liczny wiernych na Ziemi, ani nie ociepli stosunków z Watykanem, które po śmierci Jana Pawła II wyraźnie się ochłodziły.