Bretton Woods II nie będzie

Nicolas Sarkozy tryumfuje, George W. Bush upokorzony, cieszą się prezydent Brazylii da Silva i premier Indii Monmohan Singh. To właśnie emocje polityków zadecydowały o tym, że waszyngtoński szczyt G20 nie spełnił pokładanych w nim wielkich nadziei i nie sprostał ambitnym celom jakie sobie przed nim wyznaczali przywódcy najbardziej rozwiniętych i najszybciej rozwijających się państw. Szczyt był przede wszystkim polem walki politycznej, a wykładane przez poszczególnych przywódców ekonomiczne racje były tylko orężem w tej walce.

Światowi przywódcy bardziej wydają się być zainteresowani walką o schedę po jedynym supermocarstwie. Rozproszenie potęgi jakie miało miejsce w ostatnich latach nie uszło uwadze nikomu i teraz każdy chce wypełnić jak największą masą próżni powstałej po skurczeniu się potęgi USA. Szczyt waszyngtoński można uznać za jedną z najważniejszych bitew w tej walce.

Przywódcom państw rozwijających się bardziej zależało na położeniu akcentów na fakcie, że po raz pierwszy współdecydują one o losach światowej gospodarki. Europa pod przewodnictwem Nicolasa Sarkozy’ego przybyła do Waszyngtonu aby przeforsować własne koncepcje gospodarcze i jednocześnie zbić polityczny kapitał na oskarżeniu USA o wywołanie kryzysu finansowego*. W tej sytuacji gospodarz, czyli George Bush, myślał tylko o tym, jak złagodzić ostrze krytyki wobec swojego kraju, co spowodowało z kolei stępienie ostrza jego wolnorynkowych argumentów w dyskusji nad przyszłością systemu finansowego świata. Na nieszczęście dla USA w szczycie nie uczestniczył prezydent-elekt Barack Obama, co przy marnym autorytecie odchodzącego Busha jeszcze bardziej osłabiło pozycje amerykańskie

Szczyt w Waszyngtonie miał przynieść rozwiązania na miarę powojennych konferencji w Bretton Woods. Pomijając fakt, że oczekiwania te były wyolbrzymione, trzeba uznać, że nie spełnił tych nadziei. Mimo dość szczegółowego dokumentu końcowego szczytu, deyzje były raczej deklaracjami niż działaniami. Zgodzono się co do tego, że należy zwiększyć kontrolę państwa nad instytucjami finansowymi. Zapowiedziano tez bliżej nieokreśloną reformę instytucji globalnych: MFW, Forum Stabilności Finansowej, Banku Światowego.

Tak więc szczyt G20 przyniósł dość banalne rozwiązania ściągnięte z keynesowskich ekonomistów doby Wielkiego Kryzysu. Bez głębszej refleksji nad sytuacją ekonomiczną i ciągiem przyczynowo-skutkowym obecnego stanu rzeczy, dość naiwnie sięga sie po interwencjonizm w dość odważnym przekonaniu, że rządy centralne uporają się z kryzysem, jeśli uzbroją się w szersze kompetencje. Jak dotychczas, bilionowe interwencję banków centralnych nie przyniosły poprawy sytuacji. Ustalenia szczytu G20 nie zostały przyjęte przez inwestorów w ogromnym entuzjazmem. Giełda w Nowym Jorku oscylowała dziś wokół zera.

* A przecież Europie, ślepo naśladującej rozwiązania kredytowe z USA, kryzys daje się we znaki równie mocno, jesli nie mocniej, niż Ameryce. To gospodarka strefy euro znalazła się w recesji.


Bartosz Wasilewski jest redaktorem naczelnym internetowego czasopisma www.ego.riki.pl