Zagubiona tożsamość

Austria

Jörg Haider był uosobieniem Austrii pełnej paradoksów i niemających miejsca nigdzie indziej na świecie paradygmatów, według których to co dla nas jest co najmniej dziwne, tam uważane jest za normę. Ciężko jest niekiedy, patrząc przez pryzmat naszej środkowo-, a w pewnych kwestiach nawet wschodnioeuropejskiej mentalności znaleźć sens i logikę u Austriaków. Winne temu są nie tylko różnice kulturowe i historyczne, ale przede wszystkim różnice w definiowaniu i nazewnictwie politycznym i społecznym popularnych kursów, które najczęściej obierają rządzące tam partie.

Swoistą normą we współczesnym świecie jest twierdzenie, że wszystko jest względne. Poniekąd jest, bowiem punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, a także od konkretnej definicji, która jest naszą latarnią w mroku tysięcy pojęć i określeń. W wyniku mainstreamowej propagandy populistów nawet białe nie jest już tak nieskazitelne jak niegdyś, czarne zaś jakoś dziwnie zszarzało. Przykładów jak okiem sięgnąć. Austriacka Partia Wolnościowa (Freiheitliche Partei Österreichs) określana jest mianem konserwatywno-liberalnej, nacjonalistyczno-liberalnej, skrajnie prawicowej bądź po prostu faszystowskiej. Określenia te nie gryzą się co prawda ze sobą jakoś znacząco, ale dowodzą temu, iż nazewnictwo i zwerbalizowana przynależność partii do prawej, czy lewej strony frontu parlamentarnego jest w zasadzie jedynie pewną formą umowy społecznej, a ściślej – zaszufladkowania. FPÖ jest i tak przykładem dość mało obiektywnym ponieważ jest to partia o wyraźnie skrajnych poglądach. Większe problemy z charakterystyką występują w przypadkach partii określających się jako centralne, albo oscylujących gdzieś w pobliżu środka. W ich przypadku legitymowanie się konkretnymi poglądami i programem wyborczym nie ułatwia wcale sprawy, ponieważ zbyt często mieszają się w nich poglądy skrajnie od siebie różne, które to tego typu partie czerpią po równo zarówno z lewej jak i prawej. To, co jednak w pewnym sensie odróżnia w tym względzie Austrię od innych krajów jest hipokryzja poglądowa zakrojona na taką dużą skalę. Znany ze swych homoseksualnych zapędów Jörg Haider nie jest wcale wyjątkiem od reguły. Nowy lider Sojuszu na rzecz przyszłości Austrii Stefan Petzner, który przejął schedę po śmierci Haidera wyznał niedawno w wywiadzie, że łączyły go ze swym poprzednikiem dość „specyficzne relacje, które wybiegały daleko poza przyjaźń”. Nie musimy się domyślać, co autor miał na myśli. Licentia Poetica Petznera nie zostawia aż tak wielkiego pola do popisu, szczególnie, że w tym samym wywiadzie nowy lider Bündnis Zukunft Österreich obwieścił, iż Haider „był mężczyzną jego życia”.

Pytanie – gdzie jest zdrowa granica hipokryzji i czy w ogóle hipokryzja może być zdrowa? Jeśli skrajny prawicowiec i konserwatysta oskarżany o antysemityzm, niechęć do mniejszości Słoweńskiej i ksenofobię jest gejem to gdzieś przestawiły się pewne priorytety i wartości. Gdzie? W społeczeństwie, które szufladkuje geja jako faszystę, czy może w partii, która walczy z mniejszościami hołdując w tym samym czasie homoseksualistom? Temat swoistego definiowania siebie powraca tutaj ze zdwojoną mocą, tyle że tu tyczy się to nie tyle jednostki, co sporej części narodu i nie ma on zbyt wiele wspólnego ze słynną austriacką tolerancją. Faszyści w Austrii stanowią około 10% populacji, co daje prawie 850 tysięcy ludzi. Całkiem pokaźna armia homofobów, przynajmniej w teorii, której przewodniczą od lat geje. Rzekłbym wymownie – Austria – ale nie jestem Austrofobem ani żadnym innym fobem, chcę jedynie zwrócić uwagę na małe państwo targane niezrozumiałymi sprzecznościami.

Rewolucja seksualna z maja 1968 r. spowodowała gruntowną przemianę obyczajową i moralną na całym praktycznie świecie. W Austrii też jeśli chodzi o swobodę rozmowy na temat mniejszości seksualnych oraz afiszowania się ze swoją odmiennością i tolerancję. Tyle, że Austrię szczególnie dotknęła także negatywna strona rewolucji, która niektórych nieco nazbyt wyzwoliła pchając dorosłych w objęcia dzieci – najczęściej własnych. Spuścizna „Czerwonego Dannego” (Daniel Cohn-Bendit) poza oczywistymi plusami, nakreśliła też olbrzymią krechę, za którą znajduje się wszystko to, co niemoralne i chore w tym pedofilia i kazirodztwo. Generalnie nie powinno się osądzać narodów na podstawie wybryków jednostek, ale to, że historie Josepha Fritzla, czy Wolfganga Prikopila i Nataschy Kampusch miały swój początek i koniec właśnie w Austrii dobitnie o czymś świadczy. Dodatkowo austriaccy eksperci twierdzą, że zyski z dziecięcej pornografii osiągnęły już w ich kraju profity porównywane z handlem narkotykami. To alarmujące, ale i zastanawiające. Dlaczego akurat tam i dlaczego na tak dużą skalę? Jasne, że problem pedofilii i kazirodztwa dotyczy także wielu innych miejsc na Ziemi, ale jeśli weźmie się pod uwagę ilość wydarzeń z udziałem seksualnego molestowania dzieci oraz liczbę mieszkańców danego kraju, to nagle okazuje się, że Austria przoduje w tej niechlubnej statystyce. Żeby jednak sprawiedliwości stało się zadość wypada dodać, że tak żarliwie wierząca Polska też nie jest święta. U nas w modzie z kolei przez pewien czas było peklowanie dzieci w beczkach. Powiedzieć przy okazji, że Polska to kraj zwyrodnialców byłoby takim samym błędem jak analogiczne uogólnienie w przypadku Austrii. Można też oczywiście dodać, że przecież Adolf Hitler był z pochodzenia Austriakiem i tym samym przyczepić temu krajowi kolejną metkę, jakoby przynosił na świat zbrodniarzy i wszelkie inne patologie. Argument z Hitlerem zresztą przytaczany był już wielokrotnie zarówno do celów oczerniania Austrii jak i Niemiec, czyli typowa żonglerka faktami na potrzeby argumentacji. W przypadku Hitlera bardziej razi moim zdaniem hipokryzja jego antysemityzmu. W końcu sam był żydem, zrodzonym z matki żydówki, ale to już całkiem odrębny temat.

Chciałbym mimo wszystko uniknąć postawy ambiwalentnej i stronniczej, nie jestem bowiem przeciwnikiem ani wrogiem Austrii, nie mam też na celu tyranizowania jednego z trzech historycznych zaborców Polski, ale doprawdy zastanawia mnie dlaczego w tym małym kraju dzieje się tyle dziwnych rzeczy począwszy od zakrojonej na szeroką skalę pedofilii po hipokryzję i ignorancję tak dużej części narodu. Tymczasem konserwatywna prawica w Europie dostrzega na przykładach Fritzla, czy Prikopila upadek chrześcijańskich wartości w zachodniej Europie, albo może w ogóle we współczesnym świecie. Austriackie zaś media wolą pisać o Polaku, który ukradł batona w sklepie, albo „wandalizował” jedno z cichych, górskich miasteczek malowniczej Austrii krzycząc coś pod wpływem alkoholu zamiast skupić się na sprawach istotnych dziejących się tuż za płotem. Czy to ignorancja już, czy jeszcze brak tolerancji? Albo może przesadna tolerancja względem wybryków swoich rodaków? Być może nie wywołuje to już aż takiego szoku. Kilka historii o takim Wampirze z Amstetten i biednego człowieka ma prawo dopaść wygodna znieczulica. Wygodna, bo wydarzenia tego kalibru są w stanie zmącić spokój i harmonię wewnętrzną człowieka na długi okres. Może więc znieczulica społeczna w Austrii to poniekąd wynik cywilizacyjnej ewolucji jaką ten kraj przeszedł na przełomie lat targany patologiami sąsiedzkimi? To niewątpliwy objaw konformizmu życiowego, ale za to trudno ganić.

Austria jest izolowana na arenie europejskiej od 1999 roku, odkąd do władzy doszła koalicja rządowa Haidera. Obecny prawicowy rząd ma całkiem spore szanse na powtórzenie tego „dokonania”. Izolacja Austrii, jak pisał Piotr Wołejko, to swoista kara za dopuszczenie do władzy ugrupowania skrajnego i nacjonalistycznego, ponieważ razi to w sposób oczywisty w zapędy Unii Europejskiej do zacieśniania wzajemnych relacji wśród państw członkowskich. Istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo dla Austrii płynące z populizmu. Otóż tak samo jak definiuje się partie polityczne ze względu na ich program, tam samo może ktoś kiedyś określić Austrię jako kraj kazirodców. Mało kto chciałby, aby taka łatka przylgnęła to tego kraju. Dla dobra wspólnej Europy powinno się odwracać uwagę od nacechowanych negatywnie informacji. Aczkolwiek jest to niebywale trudne. Specyfiką mediów jest przekazywanie papki informacyjnej w formie negatywnej, co widać przy każdy otworzeniu gazety, czy też obejrzeniu wiadomości. Jak nie śmierć to wojna. Jak nie głód to AIDS. I tak samonapędzający się kocioł z informacjami podświadomie przenika do ludzi tworząc opinie. Austrię też może to spotkać, o czym przekonują czytane wypowiedzi na licznych forach internetowych. Do prób zaszufladkowania tego kraju w kategoriach pedofilskich i kazirodczych dochodziło już, gdy światło dzienne ukazywało wspomniane wcześniej historie Josepha Fritzla, czy też Wolfganga Prokopila. Głos społeczeństwa wzywał do stronniczego spojrzenia na problem, uogólniając problemy indywidualne i przenosząc je na naród. Stąd hasła typu „Austria to kraj patologii i zwyrodnialców”. Choć początkowy wydźwięk tego artykułu mógł wzbudzić podobne emocje, nie miałem takiego zamiaru. Wysokie C, z którego zacząłem to zabieg celowy. Uzmysławia nam nasze tendencje do szufladkowania i wypowiadania swoich osądów na podstawie kilku niesprawdzonych informacji. Posługuję się ogólnikami, bo szkoda mi tego kraju. Austria wcale nie ma wielkiej i wspaniałej historii, ani jako samodzielne państwo ani jako federacja z Węgrami, a jego dzieje piszą się także dziś dlatego też jako Polak odczuwam z Austriakami pokrętną solidarność. Ale to, czy ten kraj z twarzą wyjdzie z potyczki dziejowej zależy nie od indywiduów pokroju Fritzla, ale od tego, do której szuflady społeczeństwa, populiści i charyzmatyczni mainstreamowcy wrzucą ten kraj. Na dobrą sprawę jest to smutny wniosek, ale i Polaków przecież los w tej kwestii nie oszczędził. Z powodu kilku takich właśnie jednostek na zachodzie jesteśmy postrzegani jako złodzieje. Czy każdy z nas kradnie? Nie, i o tym właśnie są te słowa. Nie uogólniajmy, dla dobra wspólnego. Jest wtedy szansa, że taka przykładowo Austria znowu będzie górskim krajem narciarzami i setkami kilometrów autostrad płynącym, a nie matecznikiem zwyrodnialców. Niech sobie prawicowy polityk będzie gejem i niech w tej tolerancji austriackiej o tym mówi. Ale niech też wtedy zauważa problemy własnego kraju i swoich sąsiadów i niech będzie tolerancyjny także wobec Słoweńców, Żydów i Afroamerykanów. Wóz albo przewóz. Nie można być tolerancyjnym tylko trochę. Wybiórczo. Żydów nie lubię, a gejów kocham. Co to za tolerancja? Hipokryzją się zowie.