Zabij sobie Chaveza

Mamy dla ciebie zadanie żołnierzu. W Wenezueli doszedł do władzy niebezpieczny szaleniec i dyktator. Wróg. Nasz wróg. Próbuje przejąć kontrolę nad szybami naftowymi Universal Petroleum i poddać władzy państwa złoża wenezuelskiej ropy. Musisz go usunąć. Liczymy na ciebie.

Tak w skrócie, choć niewielkim, wygląda fabuła gry video „Mercenaries 2: World in Flames”, która całkiem niedawno ukazała się na rynku. Recenzje ma całkiem dobre, choć raczej w wersji na Playstation3, bo na PC podobno jest jednak mnóstwo błędów.

Jednak, tak czy owak, także i Ty, polski miłośniku Pinocheta oraz aktywności Stanów Zjednoczonych w regionie, możesz sobie zabić Hugo Chaveza. Gdybyś szukał gry w sklepie, dla ułatwienia zobacz okładkę, która wygląda tak jak na załączonym obrazku.

o wenezueli

No dobrze, przeszliśmy już wszystkie poziomy, zmasakrowaliśmy Chaveza i zburzyliśmy większą część Caracas. Teraz powoli wróćmy do rzeczywistości, która, w przypadku naszej gry, okazuje się wcale nie taka wirtualna. Otóż jej autorzy, grupa Pandemic Studio, współpracowali wcześniej z U.S Army przy tworzeniu narzędzia pomocnego do szkolenia żołnierzy. Gra nazywała się „Full Spectrum Warrior” i miała także swoją uproszczoną, komercyjną wersję.

OK, zbliżmy się jeszcze bardziej do świata realnego, która wita nas z otwartymi ramionami i naręczem niezwykle zabawnych, ale i pouczających, koincydencji. Oto w Boliwii prezydent Evo Morales zdobył niedawno 63 proc. głosów w tzw. recall referendum. Głosowania domagała się opozycja, twierdząc, że Morales nie ma mandatu do wprowadzania zaplanowanych przez siebie reform.

Ponieważ, po podliczeniu głosów, okazało się, że jest całkiem odwrotnie, politycy opozycji rozpoczęli separatystyczny festiwal przemocy, mający na celu doprowadzenie do oddzielenia bogatego i wyposażonego w złoża ropy i gazu regionu Santa Cruz (i trzech innych departamentów) od reszty kraju.

Ach, byłbym zapomniał. Evo Morales chce m. in. przeznaczyć zyski z eksportu surowców naturalnych na programy społeczne. Czy czegoś Wam to nie przypomina? Może jakąś gre komputerową? A dalej będzie jeszcze zabawniej.

Władze Boliwii wydalają ambasadora Stanów Zjednoczonych, oskarżając go o układy z separatystami. Ambasador zdecydowanie zaprzecza. No, przyznał się jedynie do niewinnego spotkania (w miejscu publicznym, jak podkreślił) z Rubenem Costasem (liderem saparatystów, gubernatorem Santa Cruz, a prywatnie antyindiańskim rasistą), by przedyskutować z nim kwestie pomocy humanitarnej. Tak się jednak dla Ambasadora Goldberga nieszczęśliwie złożyło, że kamera przypadkowo zarejestrowała jego nieoficjalne tet-a-tet z Costasem, które odbyło się nocą w budynku tamtejszej prefektury.

Za to w tym samym czasie, w miejscu bardzo publicznym, bo w burdelu w Santa Cruz, aresztowano za awanturowanie się innego Amerykanina. Pan nazywał się Gregory Michel, a podczas zatrzymania okazało się, że ma przy sobie broń i jest dumnym oraz sumiennym żołnierzem na żołdzie Wuja Sama. W areszcie spędził około godziny. Okazało się bowiem, że ma immunitet dyplomatyczny i należy go zwolnić.

Niedługo po tym incydencie w sąsiadującej z Boliwią Wenezueli podsłuchano rozmowę kilku wysokich rangą wojskowych w stanie spoczynku, którzy szczegółowo planowali zamach stanu przeciwko legalnie wybranym wenezuelskim władzom.

Taa, to jak się nazywała ta gra, o której było na początku? „Samospełniająca się przepowiednia 2”? Tyle, że jej akcja toczyła się w roku 2010, więc być może Morales i Chavez mają jeszcze trochę czasu.