Wielki Układ, czyli jak Obama dogada się z Iranem

Coraz więcej wiemy o tym, jak może wyglądać przyszła polityka Baracka Obamy wobec Iranu. Wiele wskazuje na to, że będzie się ona opierać na koncepcji Wielkiego Układu (Grand Bargain), którą sformułowali ostatnio na łamach „Washington Monthly” Flynt Leverett i Hillary Mann Leverett z New America Foundation.

Według autorów przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych powinien przeorientować politykę amerykańską wobec Iranu równie fundamentalnie, jak drużyna Nixona zmieniła politykę w stosunku do Chin na początku lat 70′. Chodzi o to, by dążyć do strategicznego zbliżenia z Iranem i wyłożyć na stół negocjacyjny cały pakiet dzielących oba państwa problemów, których ewentualne pomyślne rozwiązanie stałoby się podstawą tytułowego Wielkiego Układu.

W wielkim skrócie i uproszczeniu (link do pełnego artykułu przedstawiającego problem w całej jego złożoności na początku notki) Iran w ramach porozumienia powinien zagwarantować pełną przejrzystość swojego programu atomowego oraz aktywnie i otwarcie współdziałać ze społecznością międzynarodową w tej sprawie, a także przestać wspierać militarnie Hamas i Hezbollah, naciskając zarazem na przekształcenie charakteru tych grup ze zbrojnego w polityczny, jak również podjąć aktywną współpracę na rzecz normalizacji sytuacji w Afganistanie i Iraku.

W zamian za to Amerykanie powinni znieść sankcje wobec Iranu, zdjąć z agendy groźbę ewentualnej akcji zbrojnej, wykreślić Iran z listy państw wspierających terroryzm oraz zintensyfikować współpracę gospodarczą z Teheranem (inwestycje, know – how) i uznać rolę Iranu w regionie.

Wszystko to na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pomyślenia i autorzy zdają sobie sprawę z trudności na jakie może napotkać ich plan, tym bardziej, że na rozbieżności stricte polityczne nakłada się olbrzymia nieufność pomiędzy oboma krajami.

Ale jeśli przyjrzeć się sprawie uważniej, jej kształty staja się coraz wyraźniejsze, a osiągnięcie pozytywnego rezultatu przestaje się jawić jako zagadnienie z kręgu twórczości political fiction.

Po pierwsze, po licznych rozmowach z prominentnymi przedstawicielami irańskiego establishmentu Leverettowie są przekonani, że rolę lodołamacza w tej sprawie mogłoby odegrać ponowne uznanie tzw. porozumień algierskich przez administrację amerykańską. Układ ten (gwarantował m.in., że USA nie będą mieszały się w wewnętrzne sprawy Iranu) pozwolił zakończyć w 1981 roku sprawę amerykańskich zakładników i był uznawany za ważny przez wszystkie administracje amerykańskie aż… do czasów Georga W. Busha, który stwierdził, że nie będzie respektował porozumienia „zawartego pod przymusem”.

Po drugie, koncepcja Wielkiego Układu spotkała się, według The Nation, z dużym i pozytywnym, choć póki co nieoficjalnym (wiadomo, kampania wyborcza), odzewem, a już dziś otwarcie popierają ją m.in. John Kerry, były demokratyczny kandydat na prezydenta i Greg Craig, prominentny członek sztabu wyborczego Baracka Obamy (odgrywał rolę Johna McCaina podczas przygotowań Obamy do pierwszego telewizyjnego starcia z kandydatem Republikanów, o czym swego czasu pisałem tutaj).

Po trzecie zaś, rozpoczyna się wielka akcja wsparcia dla Mohhamada Chatamiego, który prawdopodobnie (pisałem o tym w poprzedniej notce) będzie kandydował w czerwcowych wyborach prezydenckich w Iranie. Wczoraj do Teheranu na organizowaną przez niego konferencję „Religia we współczesnym świecie” przyjechali m.in. były szef ONZ Kofi Annan, była prezydent Irlandii Mary Robinson, byli premierzy Francji i Włoch Lionel Jospin i Romano Prodi, czy były prezydent Portugalii Jorge Sampaio.

Nie trzeba być specjalnie przenikliwym analitykiem, by odczytać sens pojawienia się tak licznej reprezentacji znaczących światowych polityków. To zarówno sygnał dla Irańczyków, że pod przywództwem Chatamiego możliwa jest współpraca gospodarcza i polityczna z zachodem, jak również przygotowanie gruntu pod przyszłe negocjacje.

Wygląda na to, że po czarnym okresie władzy wojowniczych kowbojów po obu stronach barykady, wreszcie przyszłość zaczyna rysować się w nieco jaśniejszych barwach i już niedługo, przyjmując wersję optymistyczną, możemy być swiadkami przełomowych wydarzeń w rejonie Zatoki Perskiej, a może nawet na całym Bliskim Wschodzie.