Wczesne głosowanie – relacja z Indiany

Wczesne głosowanie zaczęło się w Indianie 6 października. W pierwszym tygodniu oddano 60 tysięcy głosów. Nie wiem, jak wiele z nich to głosy studentów mojej uczelni, Indiana University, ale z pewnością stanowią one znaczący procent. Poziom politycznej mobilizacji na kampusie w Bloomington jest wysoki.

Przez kilka dni można było oddawać głosy na kampusie. Jeśli ktoś miał nadzieję na to, że wczesne głosowanie pozwoli na uniknięcie kolejek, to grubo się pomylił. Przez wszystkie dni w starej sali gimnastycznej centrum sportowego, gdzie można było oddać głos, pojawiała się kolejka, w której trzeba było stać czasem ponad godzinę. Moim zdaniem to prawdziwa próba obywatelskiej determinacji. Nie jestem wcale przekonana, czy sama byłabym skłonna stać godzinę w kolejce, by oddać głos na kogokolwiek w jakichkolwiek wyborach.

Indiana UniversityKolejki w punktach wyborczych pojawiające się już podczas wczesnych wyborów nie powinny jednak dziwić. Zarówno w mieście jak i na kampusie bardzo starannie bowiem rejestrowano potencjalnych wyborów. Chwilami miałam wrażenie, że rejestracji nie sposób wręcz uniknąć. Młodzi ludzie zaczepiali mnie pytaniem czy jesteś już zarejestrowana?, ilekroć pojawiałam się na terenie uczelni. W miejskiej bibliotece codziennie siedziały panie z gotowymi listami, na które można się było zapisać. Rejestratorzy czatowali na klientów także w centrach handlowych. W końcu zaczęli chodzić także po domach. Pewnego wieczora zapukała do moich drzwi sympatyczna pani, wolontariuszka lokalnego komitetu wyborczego demokratów, która rejestrowała rzecz jasna wszystkich wyborców niezależnie od politycznej orientacji.

W chwili desperacji rozważałam nałożenie koszulki z dużym napisem I’m not a citizen by uniknąć ciągłych pytań o rejestrację. Zarejestrowano, podejrzewam, wszystkich potencjalnych wyborców w okolicy. Teraz przynajmniej część z nich odwiedza punkty wyborcze.

Na kogo głosują studenci w Bloomington? Z moich obserwacji wynika, że w większości na Baracka Obamę. Biorąc pod uwagę statystyki jeszcze z okresu walki pomiędzy Obamą a Clinton nie jest to zaskakujące. Zaskakująca natomiast jest kompletna niemal nieobecność znaków poparcia dla kandydata konserwatywnego. Na kampusie bardzo aktywnie działa lokalna grupa Students for Obama, zwolenników McCaina po prostu nie widać.

Studenci i pracownicy uczelni wiedzą jednak, że kampus nie jest reprezentatywny. Sondaże w Indianie przynoszą następujące wyniki: 47% deklaruje, że zagłosuje na Obamę, 44% – na McCaina. 6% Hoosiers pozostaje niezdecydowanych, a blisko 20% mówi, że może jeszcze zmienić zdanie.

Żadna ze stron nie może być pewna zwycięstwa w Indianie. Choć z perspektywy uczelnianych alejek i gmachów mogłoby się wydawać, że sprawa jest rozstrzygnięta – kampania trwa dalej. W czwartek rano Barack Obama będzie w Indianapolis. Kilka dni temu mniejsze miasto w okolicy odwiedziła Sara Palin. Kampania McCaina szykuje się do zwiększenia ilości spotów telewizyjnych. Mieszkańcy Bloomington wieszają w oknach plakaty, w ogródkach stawiają wyborcze reklamy i zawzięcie dyskutują o polityce.

  

 

Barbara Krawcowicz
Bloomington, IN

autorka blogu Haderech, czyli droga