Prezydentem USA będzie Barack Obama

Jako gorący zwolennik Obamy stawiający na tę kandydaturę od samego początku nie mam wątpliwości jak zagłosują Amerykanie. Barack Obama będzie kolejnym prezydentem USA. Dlaczego mówię z taką pewnością o sprawie, która dla wielu wciąż może wydać się wróżeniem z fusów? No cóż. Cuda się zdarzają – podobno. I to cudu właśnie potrzebowałby McCain, aby wygrać w wyścigu do Białego Domu. O ile moja gorąca wiara w sukces Obamy na samym początku kampanii wielu wydawała się rzeczą zdecydowanie na wyrost o tyle obecnie wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się wskazywać na to, iż pierwszy raz w historii doczekamy się w Białym Domu czarnoskórego prezydenta.

Barack Obama na okładce Time

Dlaczego więc Obama wygra, a McCain przegra? Według sondaży opublikowanych przez The Wall Street Journal i telewizję NBC 22 października na Obamę zamierza głosować 52% wyborców, podczas gdy na McCaina aż o 10% mniej. Gdy przyjrzymy się danym dotyczącym głosów elektorskich okaże się, że Obama ma ich w kieszeni już teraz 277 (do zwycięstwa trzeba 270) podczas gdy McCain zaledwie 163. Pozostaje pula 98 głosów, które teraz się ważą, jednak dość wyraźnie już widać, ze mogą one trafić w większości do koszyka Obamy, jeszcze bardziej zwiększając jego przewagę nad rywalem.

Jak wskazują sondaże Obama może wygrać również w Nevadzie, Karolinie Północnej, Ohio i Wirginii. Wszystkie te stany w 2004 roku głosowały na George’a W. Busha dając mu 53 głosy elektorskie. Jako że wyniki te zgadzają się z tymi otrzymanymi wcześniej przez agencję Reuters, telewizję C-Span i pracownię badań socjologicznych Zogby (te ostatnie dały mu wręcz 12% przewagi, a wcześniejszy sondaż dla CBS i New York Times aż 14%) ich miarodajność raczej nie powinna budzić wątpliwości.

Jak wskazuje sondaż Zogby, Obama poprawia swe notowania właściwie we wszystkich grupach wyborców. Wśród kobiet ma już przewagę 18%, wśród wyborców niezależnych zaś jego przewaga sięga 30%. Nawet tradycyjny biały elektorat republikański odsuwa się od McCaina, którego notowania w tej grupie wyprzedzają wynik Obamy zaledwie o 2%. Właściwie od ostatniej debaty prezydenckiej to co dzieje się w sferze kampanii podsumować można krótko – Obama deklasuje rywala.

Zdecydowało o tym wiele rzeczy. Po pierwsze Obama ma dużo lepsze od McCaina rozeznanie w sprawach gospodarczych, zaś dzięki studiom i wcześniejszej działalności można go uznać za kandydata nadającego się na urząd również ze względu na znajomość kwestii socjalnych oraz spraw międzynarodowych. Mimo, że wielu obserwatorów w tej ostatniej dziedzinie zauważa słusznie małe doświadczenie praktyczne kandydata Demokratów, to jednak nie da się ukryć, że w porównaniu np. z obecnie urzędującym prezydentem jego wiedza jest bez porównania większa.

Ameryka znalazła się w sytuacji narastającego kryzysu, ma ogromny deficyt, który w całości jest dziełem republikańskich jastrzębi. Amerykanie oczekują od nowego prezydenta powtórzenia sukcesu clintonowskiego dobrobytu – a Clinton był Demokratą. Na dodatek doczekaliśmy się sytuacji, w której kolejnym plusem dla Obamy jest jego niezależność od elit. Powiązania biznesu z polityką w USA to rzecz normalna – w czasie gdy kolejnym wielkim przedsiębiorstwom grozi bankructwo Obama wydaje się być najlepszym kandydatem do roli policjanta, który wreszcie zrobi porządek.

Obama jest młody, energiczny, elokwentny, pochodzi ze społecznych nizin, borykał się z wieloma problemami przeciętnych Amerykanów, chce końca prowadzenia bezsensownych wojen za pieniądze amerykańskich podatników. Na dodatek rezygnując z funduszy publicznych pokazał się przywiązanym do wolnego rynku Amerykanom od najlepszej możliwej strony. Zdystansował swego rywala ogromnymi środkami finansowymi, które udało mu się zebrać i to co najważniejsze – nie od wielkich firm i korporacji, ale od milionów zwykłych Amerykanów. Dzięki temu jego przewaga choćby w ilości emitowanych spotów wyborczych wynosi 4:1, jest to przewaga i rewolucja, jakiej wcześniej nie obserwowano.

Przy nim McCain wygląda trochę jak słoń (nomen omen symbolizujący Partię Republikańską) w składzie porcelany, który dla poprawy wizerunku zawiązał sobie ładną wstążeczkę na ogonie (Sarę Palin). Słoń rzuca się od ściany do ściany, bo i wyjść nie może uwikłany w strategię defensywną. Czasem plunie jadem bredząc coś o tym, że Obama to muzułmanin, albo merdając wstążeczką w programie satyrycznym (to chyba był już ze strony Sary Palin szczyt desperacji) jednak wiele z tego wszystkiego nie wynika.

Obama już wygrał wybory, to nie ulega wątpliwości. Dzięki temu może teraz chwilę odpocząć, odwiedzić ciężko chorą babcię (co również jest genialną zagrywką ukazującą go jako współczującego wnuka). Co w tej sytuacji zrobić ma McCain? Stary weteran zapewne walczyć będzie do końca, jednak nie ma szans wygrać tej kampanii ani żadnej następnej. Dla niego przygoda z wielką polityką już się skończyła.

Paweł Adamiec