Pielgrzymka McCaina do Pinocheta

czerwoneiczarne | Data: 26 października, 2008 | Komentarze: 3 | Drukuj | Poleć znajomym

Już wiadomo w czym John McCain jest lepszy od Tomasza Wołka: senator z Arizony jest szybszy. Jak właśnie ujawnił portal The Huffington Post republikański kandydat na prezydenta udał się z prywatną wizytą do chilijskiego dyktatora już w 1985 roku. Źródła milczą o tym, czy McCain zawiózł Pinochetowi ryngraf, więc wygląda na to, że pan John pojechał do generała jedynie z pociechą i dobrym słowem.

Według telegramu wysłanego wówczas z Ambasady USA w Chile McCain określił swoją wizytę u Pinocheta jako "przyjacielską i ciepłą", choć z ubolewaniem przyznał, że Chilijczyk jest nieco zbyt zafiksowany na "komunistycznym zagrożeniu".

Bardzo ciekawe, czy polityk, który tak bardzo gardłuje przeciwko "siadaniu do słołu z dyktatorami bez warunków wstępnych" postawił jakieś warunki Pinochetowi. Oj, wydaje mi się, że ewentualnie mogły być to jedynie wymagania kulinarne, wszak wizyta miała miejsce 30 grudnia, a więc czas to na biesiady wyborny.

Nie trzeba dodawać, że McCain nie znalazł czasu by spotkać się z przedstawicielami demokratycznej opozycji. Brawo John, zawsze wiedziałem, że jesteś facetem z zasadami. Szczegóły całej historii na Huffington Post (link na początku notki). Polecam. UPDATE. Zajrzyjcie też na Podróż na Południe

PolitykaGlobalna.pl poleca: gra komputerowa Polskie Imperium.



Co o tym sądzisz? Dołącz do dyskusji (komentarze: 3)

Jeśli chcesz aby obok Twojego komentarza wyświetlił się spersonalizowany awatar (np. Twoje zdjęcie), zarejestruj się na www.gravatar.com (rejstracja jest szybka, bezpłatna i w całości po polsku).

Komentarze do artykułu:
  1. Pielgrzymka to sformułowanie na wyrost. Trzeba pamiętać, że w roku 1985 nadal trwała zimna wojna, w Pinochet był wspierany przez Stany Zjednoczone. Spotkanie z dyktatorem nie jest powodem do dumy, ale nie można popadać w przesadę.

  2. Wiesz co, akurat tu jestem szczególnie uwrażliwiony. Uważam całą politykę USA w Ameryce Łacińskiej za, mówiąc baaaardzo dyplomatycznie, wysoce niefortunną. I guzik mnie obchodzi, ze była zimna wojna. Mógł się chociaż spotkać z przedstawicielami opozycji. Pare dni po McCainie był w Santiago (o ile pamietam, bo nie chce mi się teraz sprawdzać) Edward Kennedy i z opozycją się spotkał. kropka.

  3. Wysoce niefortunna to b.delikatne określenie. Mówiąc wprost, był to skandal i wykorzystywanie tego kontynentu. To samo działo się jednak z Afryką i Azją – logika zimnej wojny, gdzie obie strony chciały zwiększać liczbę „swoich sukinsynów”.

Dodaj komentarz

Zasady umieszczania komentarzy

Musisz podać swoje imię lub pseudonim oraz adres e-mail, aby dodać komentarz. Dane te nie będą wykorzystywane w jakimkolwiek innym celu poza publikacją komentarza. Musisz także przepisać kod z obrazka w celu potwierdzenia, że nie jesteś robotem spamującym.

Komentarze umieszczane przez nowych użytkowników podlegają moderacji (zatem nie pojawią się od razu pod artykułem); premoderacja nie dotyczy wypowiedzi użytkowników z co najmniej jednym zaakceptowanym komentarzem. PolitykaGlobalna.pl zastrzega sobie jednak możliwość usunięcia lub edycji komentarzy obraźliwych, niemerytorycznych lub stanowiących naruszenie prawa.