Indie: niepewna przyszłość

Indie postrzegane są jako państwo, które ma odegrać kluczową rolę w światowej polityce XXI wieku. Czując pismo nosem, największa demokracja świata za wszelką cenę stara się potwierdzić swoje globalne ambicje, ale czy skomplikowana sytuacja wewnętrzna nie pokrzyżuje indyjskich planów?

Zgodnie z wieloma przewidywaniami, środek ciężkości dzisiejszego świata przesuwa się z zachodniego kręgu cywilizacyjnego w kierunku wschodnim. Globalne przetasowanie, którego początku jesteśmy świadkami, może wynieść na piedestał dwa państwa: Chiny i Indie. Pozycja międzynarodowa Państwa Środka jest z grubsza znana: dzisiejsze Chiny to nie tylko największa fabryka świata, państwo posiadające największe rezerwy walutowe świata i ogromny rynek zbytu, ale i potęga polityczna – stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, główny rozgrywający na arenie afrykańskiej i azjatyckiej.

Zgoła inaczej jest w przypadku Indii – określenie ich dzisiejszej pozycji w porządku (a może już nie-porządku?) światowym jest mocno problematyczne. Z jednej strony jest to państwo o ogromnym potencjale gospodarczym i ludzkim, równie mocno co Chiny zakorzenione w zglobalizowanym świecie, o bardziej nowoczesnej od nich strukturze uzyskiwanego dochodu narodowego, a z drugiej – polityczny karzeł, o nieproporcjonalnie małym znaczeniu do potencjału oraz ambicji. Indie chciałyby to zmienić, więc za wszelką cenę starają się zademonstrować światu, że są państwem silnym, nowoczesnym i bogatym – a co za tym idzie, zdolnym do kreowania rzeczywistości politycznej świata. Konkurentem nie tylko dla Chin, ale i dla USA, Unii Europejskiej czy Rosji.

Jednak Indie mają wiele problemów, z którymi od lat nie potrafią sobie poradzić kolejne rządy, a które mogą zadecydować o tym, czy kraj ten wykorzysta pełnię swego potencjału. Najpoważniejszym z nich, przy którym nawet wysoki poziom korupcji czy niewielka mobilność społeczna Indusów są niczym, jest fakt, iż Indie są państwem tak zróżnicowanym, że aż właściwie całkowicie podzielonym w niemal każdej dziedzinie życia społecznego. Lini tych podziałów – jak przystało na tak wielkie państwo – jest wiele: wystarczy powiedzieć, że Indie zamieszkują przedstawiciele wszystkich największych religii świata (oraz niezliczonej liczby mniejszych kultów), używający setek języków i dialektów i pochodzący z różnych plemion, kast i grup społecznych. Jeśli nałożymy na to ogromne dysproporcje w podziale dochodu narodowego, możemy otrzymać niezwykle wybuchową mieszankę.

Szczególnie niebezpiecznym zjawiskiem jest coraz szerzej rozpowszechniony hinduski integryzm, którego ostrze wymierzone jest przede wszystkim w drugą co do wielkości grupę religijną – 138-milionową społeczność muzułmanów. Wyznawcy Islamu oskarżani są o separatyzm lub o działanie na szkodę Indii, a na pożytek jego sąsiadów – Pakistanu i Bangladeszu. Inne grupy religijne, w tym kolejne jeśli chodzi o liczebność: sikhowie i chrześcijanie, także padają ofiarą prześladowań ze strony hinduskiej większości. Oprócz regularnych aktów niezorganizowanej przemocy, problemem Indii jest działalność setek organizacji terrorystycznych różnej proweniencji – hinduskich i islamskich integrystów, rozmaitych grup separatystycznych. W przeprowadzanych przez nie zamachach co roku ginie ponad 1,000 ludzi, co stawia Indie w ścisłej czołówce w tej kategorii – zaraz po Iraku, Afganistanie i Pakistanie. Tej przemocy nie może ukrócić słaba i skorumpowana władza, zarówno ta na szczeblu lokalnym, stanowym, jak i federalnym, więc co pewien czas (zazwyczaj co kilka miesięcy) Indiami wstrząsają kolejne niepokoje na tle religijnym, czego efektem są samosądy, pogromy i wypędzenia.

Co więcej, sama hinduska większość jest także niezwykle podzielona: zarówno na tle ekonomiczno-społecznym, jak i etniczno-tożsamościowym. W Indiach działa wiele ekstremistycznych partii, których program opiera się na sprzeciwie wobec imigrantów – hindusów spoza danego stanu czy regionu. Liderem jednej z takich partii jest aresztowany kilka dni temu Raj Thackeray, nawołujący do występowania rodowitych Maharasztran przeciw osiedlającym się w tym stanie hindusom z innych części Indii. Powody są takie same, jak w każdej innej części świata: imigranci zabierać mają miejscowym pracę, obniżać ich dochody, a ponadto są zagrożeniem dla tożsamości kulturowej regionu; mimo to w niewielu państwach demokratycznych dochodzi do tak częstych i tak trudnych do opanowania zamieszek na aż tak dużą skalę, jak w Indiach.

Można przewidywać, że wraz z upływem czasu nastroje będą się jeszcze bardziej radykalizować. Paradoksalnie, największy dziś atut Indii w systemie globalnej gospodarki, a więc ogromny i nadal nie do końca wykorzystany kapitał ludzki może być głównym czynnikiem rozsadzającym ten kraj od wewnątrz. Obecny wzrost bogactwa dotyczy właściwie jedynie mieszkańców miast, a ci nie stanowią jeszcze nawet 1/3 całej populacji kraju. Cała reszta, a więc 70%, nadal mieszka na terenach wiejskich, na które fala bogactwa nie spłynęła i raczej już nie spłynie; wiedząc to, Indusi coraz bardziej masowo przenoszą się ze wsi do bogatszych metropolii. I natrafiają na ludzi takich jak Raj Thackeray i im podobnych. Kolejnym elementem destabilizującym jest wspomniany terroryzm, który przybiera na sile wraz z rosnącym radykalizmem hinduistycznej większości. Pozbawione możliwości artykulacji własnych interesów, mniejsze grupy etniczne, religijne czy językowe, coraz częściej będą sięgać po terroryzm, jako najbardziej adekwatną w ich położeniu metodę walki.

Wydaje się więc, że przed Indiami długa jeszcze droga – nie tylko do statusu globalnego aktora stosunków międzynarodowych, ale nawet do normalności. Indie mają kilka niewątpliwych atutów, takich jak ogromna, stosunkowo młoda, w pewnej mierze nieźle wykształcona populacja (posługująca się do tego językiem angielskim) czy nadal bardzo niskie koszty pracy. Największym z nich jest jednak system demokratyczny, który – jeśli działa poprawnie – pozwala unikać nadmiernych napięć, nagłych przewrotów, a niepokoje społeczne kanalizuje w pokojową działalność polityczną. Niestety, największa demokracja świata zacina się niezwykle często. Dopóki komuś nie uda się usunąć tych awarii, albo przynajmniej zmarginalizować ich skutki, Indie nie mogą liczyć na stałe miejsce wśród możnych tego świata.