Czkawka Putina

Władimir Putin ma poważny problem. Znacznie poważniejszy niż Saakaszwili czy malutka Osetia Południowa. Rosja stoi na skraju kryzysu finansowego, podobnego do tego, który zmiótł ze sceny politycznej Borysa Jelcyna.

Kiedy rozpoczynał się konflikt gruzińsko-rosyjski napisałem: przyszła godzina próby, walki o być albo nie być dla Gruzji, ale również dla Władimira Putina. Sam jednak nie spodziewałem się, że przez rosyjskim premierem (oczywiście dotyczy to również, być może nawet w większym stopniu Miedwiediewa) stanie aż tak poważny problem.

Eksperci już jakiś czas temu mówili, że Rosja jest w bardzo podobnej sytuacji, w której znalazła się w 1998, kiedy potężny kryzys finansowy zagroził płynności finansowej państwa. Znów mamy do czynienia ze spadkiem cen ropy naftowej i masowym odpływem kapitału zagranicznego z Rosji. O ile pierwszy czynnik jest od włodarzy z Kremla niezależny, to drugi sprezentowali sobie sami. Zachodnim inwestorom trudno zaufać państwu, które tak bezpardonowo zaangażowało się wojskowo na Kaukazie. Kreml nie zdobył się nawet na taki mały gest wobec przedsiębiorców i inwestorów jak uwolnienie kompletnie nieszkodliwego dla reżimu Michaiła Chodorkowskiego, który spędzi w wiezieniu co najmniej kolejne 4 lata (co najmniej, bo już szykowane są wobec niego nowe zarzuty). Do tego doszły globalne problemy branży finansowej.

Wszystko to powoduje, że giełdy w Moskwie trzeci dzień z rzędu zawiesiła dziś sprzedaż akcji. Najwięcej tracą banki, ale tak naprawdę kiepsko trzymają się akcje wszystkich spółek notowanych na RTS i MICEX, nie wyłączając Gazpromu i Rosnieftu. Państwo próbuje klasycznych interwencjonistycznych zagrywek – tylko we wtorek i środę pożyczyło bankom zagrożonym bankructwem grubo ponad 1,5 bln rubli. Pomoc ta okazała się jednak niewystarczająca – bankierom wciąż zagląda w oczy widmo bankrucji.

Prawda, że kryzys na giełdach to nie tylko problem Rosji, lecz całego świata, jednak jest to dla Kremla marne pocieszenie. W 1998 roku Rosję uratowała pomoc zagraniczna. Dziś, kiedy nawet rządowi USA brakuje pieniędzy na uratowanie wszystkich bankowych gigantów (o czym świadczy upadek Lehman Brothers), nikt nie spodziewa się, że Waszyngton kiwnie chociaż palcem w sprawie rosyjskich problemów.

Co zrobi Rosja? To samo, co robi rząd w USA. Prawdopodobnie znacjonalizuje jak największą część sektora finansowego. Prywatni przedsiębiorcy w Rosji znów przeżyją bardzo trudne chwile.

Tych, którzy cieszą się z problemów Rosji przestrzegałbym przed krótkowzrocznością. Kryzys wcale nie spowoduje stępienia imperialnych ambicji Rosji. Wręcz przeciwnie, obawiam się, że rozpętanie nacjonalizmu rosyjskiego stanie się doskonałym sposobem na zamaskowanie problemów gospodarczych. Jak się zachowa Putin? Prawdopodobnie jego retoryka znów się zaostrzy. Nie zawaha się oskarżyć o wszystkie problemy Zachód, a jeśli przyjdzie taka potrzeba również Miedwiediewa. Osaczony przez problemy Putin będzie się radykalizował. Aż strach pomyśleć.


Bartosz Wasilewski jest redaktorem naczelnym internetowego magazynu Ego.