Czeski film o „Bolku”

W Polsce głośna sprawa domniemanego „Bolka” odbiła się szerokim echem w mediach, samemu zainteresowanemu zaś niezdrową czkawką. Dziś bowiem na dobrą sprawę nie ma większego znaczenia, czy Lech Wałęsa współpracował z SB. Liczy się to, że nieskazitelna dotąd opinia antykomunisty podupadła w oczach społeczeństwa, a dobre imię zostało nadszarpnięte (co swoją drogą ukazuje absurd zaufania społecznego skoro wystarczy niepotwierdzony donos, plotka, aby dobre imię męża stanu zostało zbrukane).

Oczywiście dla wielu patriotów ten epizod jest nieistotny, liczą się bowiem fakty, które wpłynęły na obecny kształt państwa Polskiego, czyli powstanie Solidarności i Okrągły Stół, a których współtwórcą i współinicjatorem był laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 1983r. Czy da się tym jednak wybielić plamę na honorze? To wszystko pozostaje w naszych domysłach, a przez polityków jest bezczelnie wykorzystywane do walki o władze przy czym godność drugiego człowieka, bez względu na to jak wiele uczynił ma się za nic. Prezydentowi Wałęsie na dobrą sprawę przecież współpracy nie udowodniono, z kolei jego oświadczenie lustracyjne zostało 11 sierpnia 2000r. uznane za zgodne z prawem przez Sąd Apelacyjny w Warszawie V Wydział Lustracyjny.

Słynne przysłowie mówi „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Podobna historia ma obecnie miejsce w Czechach, a na celowniku rozliczeniowców pojawił się Milan Kundera, przesławny czeski pisarz, autor takich niezapomnianych arcydzieł literatury jak „Nieznośna lekkość bytu”, czy „Żart”. Eseista rzekomo zafundował 14 lat pobytu w kopalni uranu, jak podaje czeski magazyn „Respekt”, niejakiemu Miroslavowi Dvorzaczkowi – przeszkolonemu de facto przez Stanu Zjednoczone opozycjoniście. Sprawa ta w Czechach nabiera polskiego rumieńca. Ichniejszy IPN, czyli Instytut Studiów nad Reżimami Totalitarnymi dokopał się do archiwum StB (Státní bezpečnost) – odpowiednik polskiego SB. Czarno na białym wynika z akt, że Kundera rzeczywiście doniósł. Choć sam się zapiera rękami i nogami, odruch bezwarunkowy i prawdopodobne wyparcie tego niechlubnego czynu z pamięci, na niewiele się zda. Polski rumieniec na czeskim policzku to także sława narodowa oskarżonego o donos autora gdybyśmy chcieli poprzez analogie wykazać podobieństwo Kundery i „TW Bolka”. Sława narodowa jednakże, ma się nijak do bohatera narodowego, którego zasługi ciężko jest zliczyć. W Czechach oskarża się o współpracę nie laureata Pokojowej Nagrody Nobla, który bezspornie przyczynił się do obalenia komunizmu, a pisarza, który odwiecznie sympatyzował z komunizmem. Sam zresztą Bohumil Hrabal, kolega Kundery po fachu, stwierdził niegdyś, iż „my, Czesi, mamy skłonności do chlania i komunizmu”. Coś musi jednak być na rzeczy.

Zawsze przy tego typu historiach pada pytanie: Dlaczego? Dlaczego Kundera doniósł? Pomijając fakt, iż był wtedy tuż po szkole średniej, a wiadomo przecież nie od dziś, że w młodości popełnia się różnego rodzaju błędy, Kunderze zarzuca się motyw osobisty. Według czeskiego czasopisma „Respekt” motywem miał być przyjaciel pisarza, który chciał zdobyć względy pewnej dziewczyny, w związku z czym postanowił pozbyć się przeszkody, którą miał być wspomniany wcześniej Miroslav Dvorzaczek. Innymi motywami, o których wspomina „Respekt” są po prostu ideologia Kundery, a także próba naprawienia nadszarpniętej reputacji wśród komunistów.

Wszystkie trzy tezy wysunięte przez czeskie pismo bardzo mnie smucą i nie godzą się z moją duszą romantyka, która pragnie rzeczy wielkich i wzniosłych. Tymczasem okazuje się, że powodem zafundowania 14 lat kopania uranu (kto wie, czy obecny stan Dvorzaczka, który niedawno przeżył wylew nie jest po części spowodowany obcowaniem z tym pierwiastkiem) mogła być dziewczyna, o którą zabiegał przyjaciel Kundery. Litości! Owszem, historia zna przypadki skazywania na śmierć za rzeczy bardziej błahe, ale mówimy tu o pisarzu, którego twórczość była na swój sposób przełomem. Mówimy o kimś obdarzonym nieprzeciętną wyobraźnią! Nie mógł więc Kundera szarpnąć się chociażby na groteskę, albo absurd? Taki absurd godny wielkiego pisarza, bo przynależność ideologiczna w świecie literatury pięknej moim skromnym zdaniem nie powinna mięć znaczenia. Powód do donosu rodem z dramatu Mrożka, albo Rolanda Topora byłby tu wskazany! Niestety, nic z tych rzeczy. Górę nad sumieniem bierze często konformizm i populizm, chęć tworzenia przy jednoczesnej niechęci do stania się autorem zakazanym jak chociażby Marek Hłasko w Polsce. Kundera wybrał drogę łatwiejszą, a czy gryzie się to dziś z jego sumieniem to już odrębna kwestia. Nam pozostaje się jedynie domyślać wewnętrznych rozterek pisarza, bo mimo iż dziś się wypiera tamtego zdarzenia z 1950r. to jednak z jakiegoś powodu wyemigrował do Francji i unikał przez lata wywiadów, a także nie chętnie rozwodził się nad przeszłością i swoim życiem osobistym.

Jakakolwiek próba porównania sytuacji domniemanego „Bolka” i Kundery przez analogie spali na panewce. Ten drugi na dobrą sprawę ma niewiele do stracenia, bowiem literatura jest nieśmiertelna i nie baczy na orientacje polityczne, religijne, czy seksualne. W ogóle sztuka na to nie baczy, bo i po co? Czeski donosiciel i tak zapewnił już sobie nieśmiertelność w panteonie twórców o niebanalnym stylu. Prezydent Wałęsa zaś, który jest ikoną i twarzą antykomunizmu na Świecie cały czas pracuje nad zapisaniem się w historii. Dziś jeszcze wszyscy kojarzą go z Pokojową Nagrodą Nobla, skokiem przez płot, manifestacjami i Okrągłym Stołem. Niedobrze stałoby się dla samoświadomości narodowej i politycznej Polaków, zarówno tych walczących z komunistami jak i tych, którzy walili po głowach pałkami w tym samym czasie, gdyby zapamiętano Lecha Wałęsę właśnie jako „TW Bolka”.

Michał Gąsior