Bitwa o Indie

Świat już dawno pogodził się z myślą, że centrum globalnej gospodarki (i w nieco dalszej perspektywie również polityki) przesunęło się mocno na Wschód. Ameryka Północna złączona cywilizacyjnym sojuszem z Europą, przekazuje pałeczkę Azji. Dziś już nikt nie kwestionuje globalnej roli Chin czy Indii. Takie „przetasowanie potęgi” spowodowało monstrualne zmiany geopolityczne. Ekspansja chińska w Azji Południowo-Wschodniej i Południowej zagraża interesom USA w regionie, Azja Środkowa to pole rywalizacji Pekinu i Moskwy. Na świecie toczy się właśnie wielka rozgrywka o kształt nowoczesnych potęg. W coraz bardziej multipolarnym świecie szanse się wyrównują. Kto zdobędzie kontrolę nad Azją, zdobędzie kontrolę nad światem XXI wieku.

Naturalna alternatywa dla chińskiego autorytaryzmu, czyli azjatyckie liberalne demokracje – Japonia i Korea Południowa – od lat są pogrążone w ekonomicznej stagnacji i znajdują się w głębokiej defensywie względem chińskiego kapitału na wybrzeżu Pacyfiku. W tej sytuacji jedyną azjatycką siłą zdolną do efektywnego powstrzymywania chińskiej dominacji są Indie. Klucz do rozwiązania azjatyckiej łamigłówki znajduje się w Delhi. Doskonale zdają sobie z tego sprawę zarówno w Waszyngtonie, Moskwie, jak i Pekinie.

USA od dawna postrzega Indie jako swojego potencjalnego sojusznika, przeciwwagę dla Wielkiego Smoka. Nadzieję na owocną współpracę amerykańscy politycy pokładali w demokratycznym ustroju Indii. Poważną przeszkodą jest jednak ciągnący się w nieskończoność konflikt o Kaszmir, sporną prowincję między Indiami a Pakistanem, który jest głównym amerykańskim zapleczem do prowadzenia wojny z terroryzmem. Do pewnego momentu poparcie udzielane Islamabadowi równało się napiętymi stosunkami z Delhi. Jednak wzrost potęgi Chin i racjonalne próby rozwiązania konfliktu kaszmirskiego przez władze indyjskie w sposób naturalny pchnęły Delhi w objęcia Białego Domu.

Wyrazem tego była niedawna wizyta Condoleezy Rice w New Delhi, gdzie 5 października uzgodniono układ nuklearny, który zawiesza embargo na handel materiałami promieniotwórczymi z Indiami. Co jednak bardzo istotne, przeciwko niemu manifestowała indyjska opozycja, a podpisany został dopiero 10 października. Może to być sygnał, że indyjsko-amerykańska współpraca wcale nie pójdzie tak gładko.

Tym bardziej, że Delhi wydaje się dopiero sondowac Amerykanów, jednocześnie wykonując przyjazne gesty wobec Moskwy. RussiaToday podała dziś informację o wizycie w stolicy Indii rosyjskiej delegacji z ministrem Siergieiem Ławrowem na czele. Rozmowy dotyczyły kwestii militarnych. Indie są jednym z największych odbiorców rosyjskich produktów wojskowych – broni i infrastruktury. Owocem dzisiejszego spotkania jest zacieśnienie współpracy rakietowej zinstytucjonowanej we wspólnej, powstałej już w 1998 roku spółce BrahMos Aerospace Private Limited (nazwa spółki pochodzi od rzek Brahmapurty i Moskwy). Strony pracują wspólnie nad nowym typem rakiety supersonic cruise missile. Wizyta Ławrowa ma przygotwać podróż do Indii prezydenta Miedwiediewa, która ma się odbyć już w grudniu.

Co na to Chiny? Czy Indie będą lawirowały między Moskwą a Waszyngtonem, czy zdecydują się tylko na jednego z tych partnerów? Trudno przewidywać. Widzimy wyraźnie, że „bitwa o Indie” już się rozpoczęła i nabrała sporej prędkości. Przyszłość Azji, a więc i przyszłość świata leży nad Indusem i Brahmapurtą.