Antygejowski gej – o sytuacji w Austrii

W wyborach parlamentarnych dwie prawicowe partie – Sojusz na rzecz Przyszłości Austrii (BZO) oraz Austriacka Partia Wolnościowa (FPO) zdobyły razem około 30% głosów. Wiele osób uznało to a symptom kryzysu politycznego w tym kraju. Wybory nic nie zmieniły, znowu konieczna będzie koalicja pomiędzy chadekami (OVP), a socjaldemokratami (SPO). Okazało się jednak, że społeczeństwo wykonuje radykalny krok na prawo, jest zniechęcone takim obrazem polityki, jaki musi oglądać. Niektórzy komentatorzy zwracal uwagę na wzrost poparcia dla neonzazistów/neofaszystów w tym kraju. Wszakże Joerg Haider i jego koledzy znani byli z wypowiedzi usprawiedliwiających Wermacht, Waffen-SS, nawoływania do ksenofobii, antysemityzmu i – co ważne – kampanii antygejowskich.

Pomimo podziału na Sojusz na rzecz Przyszłości Austrii i FPO trudno znaleźć naprawdę duże różnice w programie ideologicznym tych partii. Obie bazują na określonym typie elektoratu. Sojusz powstał przecież w wyniku rozłamu w FPO.

Król jest jednak nagi. Śmierć Joerga Haidera okazała się nie tylko ciosem dla Sojuszu na rzecz Przyszłości Austrii – partia typowo wodzowska została pozbawiona lidera, ale również potężnym uderzeniem moralnym. Porównywalnym do serii ciosów, jaką niegdyś zadał Andrzejowi Gołocie Lennox Lewis. Okazało się bowiem, że Joerg Haider prowadził auto z prędkością dwukrotnie przekraczającą dopuszczalną na drodze i miał we krwi prawie 2 promile alkoholu. Jak to wytłumaczyć wyborcom? Co z wiarygodnością partii? Trzeba pamiętać, że standardy życia publicznego na Zachodzie raczej nie pozwalają na tego typu zachowania. To jednak nic. Prawdziwym lewym prostym jest fakt, że tuż przed śmiercią Joerg Haider bawił się w gejowskim klubie. Ciekawe, co tam robił? Raczej nie polował tam z pistoletem na homoseksualistów, a wykazywał głęboką chęć zaprzyjaźnienia się z nimi. Przecież nie pisał razem z nimi zreformowanego programu wyborczego swojej partii. Stosunek Haidera do innych mężczyzn był co prawda tajemnicą Poliszynela, ale teraz sygnał o jego orientacji seksualnej został wysłany ze zwielokrotnioną siłą.

Oliwy do, już naprawdę mocno rozpalonego, ognia dolał Stefan Petzer, który stwierdził, że miał z Haiderem naprawdę bliskie relacje. Szczęście w nieszczęściu – potwierdził, że Haider był biseksualistą, gdyż bardzo kochał swoją żonę. Logiczne. Gorzej, że Petzler również był członkiem partii byłego gubernatora Karyntii (ba, następcą na czele BZO). Co zatem z hasłami antygejowskmi? Nie sądzę wszakże, by przedstawiciele elektoratu mocno prawicowego inaczej oceniali biseksualizm, a inaczej homoseksualizm. Wartości, które się głosi, a wartości, które się wporwadza w życie, okazały się odwrotne. Jak to uzasadnić? Prawica jest w kropce. Nie dość, że Sojusz został bez lidera, to w dodatku otrzymał jeszcze pośmiertny nóż w plecy od Haidera. Austriacka Partia Wolnościowa nie jest w dużo lepszej sytuacji, bo nie może odciąć się zupełnie od swojego byłego lidera. W dodatku problem jest jeszcze jeden: jak udowodnić wyborcom, że oni są wiarygodni? Zwłaszcza, że symbol tej prawicy, delikatnie mówiąc, elektorat rozczarował.

Joerg Haider zburzył więc jeden z fundamentów austriackiej prawicy. Teraz jest szansa, by zahamować wzrost popularności poglądów neofaszystowskich. Austriacy obawiają się napłwu cudzoziemców, ale dużo łatwiej ich teraz przekonać, że BZO oraz FPO zakrzywiają obraz i bazują na wyolbrzymionym strachu. Dużo łatwiejsze będzie też podważenie wiarygodności liderów tych ugrupowań. Obecnego składu parlamentu już się nie zmieni, ale to przecież nie problem, gdyż de facto wybory nie zmieniły głównych reguł, według których funkcjonuje austriacka scena polityczna. Jedynie podkreśliły wzrost poparcia dla radykałów.

Zabawne jednak jest to, że – tak jak w Polsce – o watościach próbowały pouczać osoby, które same ich nie wprowadzały w życie, a wręcz czyniły coś odwrotnego. Nasi politycy nie są więc niechlubnym wyjątkiem. Złodziej najgłośniej krzyczy „złapać złodzieja”. Paranoja. W polityce nie ma wartości, są głównie interesy i kalkulacje. Szczerze mówiąc można to było statystycznie przewidzieć. Jeśli bardzo ostrożnie przyjmuje się, że około 3-5% (słyszałem o badaniach mówiących o 8%-10%) ludności ma skłonności homoseksualne, to ta statystyka musi obejmować też ugrupowania skrajnie prawicowe. Może w troche mniejszym procencie, ale jednak. Zastanówmy się zatem, ile osób siędzących np. na wykładzie z logiki, może mieć takie skłonności? Statystycznie: jedna na dwadzieścia osób! Niezależnie czy uznać homoseksualizm za kwestię uwarunkowań społecznych, czy chorobę.

Scenariusze są więc dwa. Albo prawica powstrzyma spadek poparcia (i zyska FPO) albo nie uda im się odzyskać wairygodności. Tendencje w społeczeństwie są radykalizujące. Kwestia tego, czy obecna sytuacja to zmieni. W dobie upadku symbolu ideologii austriackiej skrajnej prawicy utrzymanie obcnego stanu rzeczy nie jest pewne. Z drugiej strony ksenofobia, antysemityzm czy usprawiedliwianie i podziw dla Waffen-SS nie biorą się z niczego i jest to kwestia wchodząca w skład świadomości społeczeństwa. To znaczy mniej więcej tyle, że nie ma związku pomiędzy moralnym upadkiem mitu Haidera, a opinią elektoratu na tematy historyczne, obyczajowe czy społeczne. Trudniej natomiast będzie pozyskiwać nowych zwolenników.

Austria nie rozliczyła nazistowskich działaczy po II wojnie światowej. Pora dokonać takiej oceny, choćby symbolicznej. Joerg Haider był wychowany w duchu neofaszystowskim od początku swojego życia. Problem jest więc zakorzeniony dużo głębiej, w społeczeństwie. Nieudolność konserwatystów i socjaldemokratów obudziła złe demony. Szybko jednak można je rozpędzić, bo wystarczy odpowiednio edukować młodych ludzi. Zwalczanie ugrupowań o poglądach ksenofobicznych też nie jest walką z wiatrakami. Na pewno nie w dobie Unii Europejskiej, a szczególnie przy politycznych tarapatach, w jakie wpadł Sojusz i FPO. W każdym społeczeństwie znajdą się ludzie o poglądach neofaszystowskich i trzeba się z tym pogodzić. Kwestia doprowadzenia tego do odpowiedniej skali.

Patryk Gorgol