Abdul Kadir Khan: historia powstania nuklearnego Wal-Martu

Szef pakistańskiego projektu atomowego, Al-Kaida, Iran – prawdziwa mieszanka wybuchowa. Przedstawiamy historię powstania pakistańskiej bomby atomowej i „nuklearnego Wal-Martu”, który miał handlować materiałami potrzebnymi do budowy ładunków nuklearnych.

Pakistan jest jednym z tych państw, których stabilność jest jedynym z największych zmartwień dzisiejszego świata; dlatego też wszelkie informacje o ewentualnych zmianach sił, wyborach czy konfliktach są z wielkim zainteresowaniem śledzone na całym świecie. Tak też jest z odwilżą, jaka ma miejsce w tym kraju po wyborach z lutego 2008 roku. Jednym z jej beneficjentów jest Abdul Khan – ojciec pakistańskiej bomby atomowej i demoniczny naukowiec, jakby żywcem wyjęty z filmów o Jamesie Bondzie.

Mimo śmierci charyzmatycznej przywódczyni – Benazir Bhutto, lutowe wybory wygrała opozycyjna Pakistańska Partia Ludowa (PPP), zdobywając 120 miejsc w 342-osobowym Medżlisie. To ona, wraz z Muzułmańską Ligą Pakistanu byłego premiera Nawaza Szarifa (91 miejsc) i mniejszymi partiami, tworzy teraz pakistański rząd. Na jego czele stoi Yusuf Raza Gillani, doświadczony polityk PPP. Po nowym rządzie oczekiwano głębokich zmian (przede wszystkim liberalizacji życia społeczno-politycznego) i stabilizacji sytuacji w kraju. W pewnej mierze oczekiwania te zostały już spełnione: jak pisze Naveed Ahmad, korespondent International Security Network z Islamabadu, nowy rząd wypuścił opozycjonistów (głównie sędziów i adwokatów) zatrzymanych po ogłoszeniu stanu wyjątkowego w listopadzie ubiegłego roku. Nowe władze w Islamabadzie postanowiły także złagodzić restrykcyjny areszt domowy nałożony na Abdula Khana cztery lata temu.

Abdul Kadir Khan (w anglojęzycznych opracowaniach zazwyczaj występuje jako AQ Khan) urodził się w roku 1935 w mieście Bhopal (tym, które miało później stać się świadkiem najgorszej katastrofy przemysłowej w historii) na terytorium dzisiejszych Indii, jako jeden z siódemki dzieci muzułmańskiego nauczyciela. W roku 1952 jego rodzina przeniosła się do Pakistanu. Zdolny i ambitny, Khan ukończył tam uniwersytet w Karaczi, a później wyjechał do Europy, gdzie doktoryzował się. Po zakończeniu nauki na początku lat 70., pracował w jednym z holenderskich instytutów atomowych. Szybko piął się na szczeblach kariery i został dopuszczony do wielu tajemnic swojego instytutu.

W roku 1974 Indie przeprowadzają pierwszy test własnej broni atomowej. Zulfikar Ali Bhutto (ojciec Benazir), ówczesny premier Pakistanu, szybko zrozumiał jakie zagrożenie dla jego kraju oznacza posiadanie przez wschodniego sąsiada broni o takim potencjale. Podejmuje więc decyzję o znacznym przyśpieszeniu własnego programu nuklearnego, rozpoczętego w roku 1971. Jak uczy historia, najlepszym sposobem na jak najszybsze zdobycie broni atomowej jest uzyskanie dostępu do ściśle strzeżonych tajemnic państw, których programy nuklearne są znacznie bardziej zaawansowane. Tak też postąpił Pakistan.

W roku 1974 Abdul Khan zaczyna pracować dla pakistańskiego wywiadu, zbierając rozmaite informacje we własnym instytucie. Szybko zostaje jednak wykryty, ale holenderskie służby kontrwywiadowcze, ponoć na prośbę CIA, nie zdecydowały się go „przechwycić”. W roku 1975 nasz bohater opuszcza Holandię, uprzednio zdobywając oczywiście mnóstwo informacji. Rok później staje na czele pakistańskiego programu atomowego, który, wykorzystując swoje doświadczenie, talent i europejskie kontakty, udaje mu się doprowadzić do końca. Do początku lat 90. ubiegłego wieku Pakistan uzyskuje techniczne możliwości wyprodukowania słabej jeszcze broni atomowej, a w następnym dziesięcioleciu doskonali ją i, w odpowiedzi na testy atomowe Indii, w roku 1998 w górach Ras Koh przeprowadza pierwszy test ładunku atomowego.

Jeszcze w latach 70. Pakistan rozpoczął oficjalną współpracę z Libią i Koreą Północną w zakresie prowadzenia badań nad energią atomową, a już w następnym dziesięcioleciu zaczął na szerszą eksportować swoją technologię nuklearną. Na mocy porozumienia z 1987 roku, na przełomie lat 80. i 90. Pakistańczycy wyszkolili irańskich inżynierów oraz przekazali plany m.in. wirówek służących do wzbogacania uranu. W następnych latach współpraca na linii Teheran-Islamabad układała się bardzo dobrze i obejmowała nie tylko program nuklearny, ale także handel bronią konwencjonalną czy ropą naftową. Oprócz Iranu, Pakistan zaopatrywał w technologię potrzebną do budowy bomby atomowej Libię oraz Koreę Północną; pierwsze z tych państw w roku 2003 zgodziło się zaprzestać prób uzyskania broni atomowej, drugie zaś trzy lata później przeprowadziło pierwszy test ładunku atomowego.

Na lata 1988-1999 przypada absolutny szczyt potęgi A. Khana, który cieszy się w tamtym okresie daleko idącą niezależnością i wielkim autorytetem. Od 1999 roku jego pozycja słabnie, w dużej mierze ze względu na naciski Stanów Zjednoczonych na prezydenta Muszaraffa, by ten objął większą kontrolą pakistański program atomowy. W marcu 2001 roku A. Khan zostaje odwołany z funkcji szefa największego ośrodka badawczego w kraju – Kahuta Research Laboratory (dla niektórych: Khan’s Research Laboratory) w Pendżabie.

Po atakach na WTC z 11 września 2001 roku, prezydent Muszaraff, aby zapewnić Stany Zjednoczone o swojej lojalności rozpoczął działania przeciwko osobom podejrzanym o utrzymywanie kontaktów z Talibami. W ich wyniku zatrzymano trzech bardzo bliskich współpracowników Abdula Khana. Okazało się, że jakiś czas wcześniej spotkali się oni w Afganistanie z wysłannikami Al-Kaidy, których zadaniem było pozyskanie materiałów rozczepialnych, potrzebnych do budowy tzw. brudnej bomby. Podejerzenia od razu padły na ich przełożonego, jednak z powodu braku dostatecznie twardych dowodów (takie było oficjalne wyjaśnienie), nie udało się bezpośrednio połączyć ojca pakistańskiej bomby atomowej z tym zdarzeniem. Dalsze naciski ze strony USA spowodowały jedynie, że Abdul Khan został zmuszony do publicznej „samokrytyki” w telewizji, a w roku 2004 umieszczono go w trwającym do dziś areszcie domowym. Jak już napisałem, w ostatnich dniach areszt został „rozluźniony”. Powodem takiej decyzji był zły stan zdrowia 72-letniego naukowca, który we wrześniu 2006 roku przeszedł operację wycięcia guza prostaty.

Do dziś nie jest jednak jasne, na ile działania Abdula Khana były legitymizowane przez pakistańskie rządy,a na ile pozostawało poza ich kontrolą wspomnianych już wcześniej Benazir Bhutto i Nawaza Szarifa. Pewne jest, że cała stworzona przez A. Khana siatka, nazwana później przez szefa MAEA nuklearnym Wal-Martem, działała za przyzwoleniem kręgów zbliżonych do ośrodków władzy, nigdy jednak nie potwierdzono bezpośredniego zaangażowania i wiedzy B. Bhutto lub N. Szarifa na temat wszystkich działań szefa pakistańskiego programu nuklearnego. Pewne jest jednak, że do swoich podróży Khan korzystał z wojskowych samolotów (Hercules C-130), co jednoznacznie wskazuje na duży stopień przyzwolenia ze strony armii.

O ile jednak opisane powyżej programy współpracy z Libią, Koreą Północną oraz Iranem na pewno były elementem państwowej strategii, to tym, co najbardziej przeraża w biografii Khana i pakistańskim programie atomowym (rzeczach ze sobą niejako nierozerwalnie związanych) są prywatne inicjatywy samego szefa tegoż programu. Oferował Syrii i Irakowi sprzedaż planów samych ładunków atomowych, odpowiednie przeszkolenie naukowców i pomoc w budowie odpowiedniej aparatury; niemal na pewno podobne propozycje składał Arabii Saudyjskiej, Brazylii oraz Chinom. Wszystko to działo się albo bez wiedzy, albo za cichym przyzwoleniem władz w Islamabadzie.

Ponadto, wydaje się być nieprawdopodobne, aby zaangażowanie współpracowników Khana w pomoc Al-Kaidzie, odbywało się bez jego wiedzy – w końcu najprawdopodobniej był on jedynym człowiekiem, który „ogarniał” cały pakistański program nuklearny. Stworzył więc swoiste państwo w państwie, działał poza kontrolą wszystkich rządów na przestrzeni kilkunastu lat i de facto to on decydował o losach milionów ludzi. Bez względu na to, czy Abdul Khan stał, czy nie stał, za próbą sprzedaży materiałów rozczepialnych Talibom, incydent ten pokazuje w jak niepewnych rękach znajduje się cały pakistański program atmowy i należące do teo kraju niemal 100 głowic. Zagrożenie nie płynie jedynie z zewnątrz (a więc sytuacji politycznej Pakistanu), ale i z wewnątrz – kręgów rządowych, wojskowych i samych naukowców. To niebezpieczna sytuacja, która może zaowocować ogromnymi konsekwencjami w przyszłości.

Ojciec pakistańskiej bomby atomowej – Abdul Khan, to postać barwna, ale i na pewien sposób upiorna. Dla większości Pakistańczyków jest on bohaterem narodowym, dzięki któremu pozycja na arenie międzynarodowej ich państwa jest znacznie mocniejsza niż wynikałoby to z jego potencjału. Niewątpliwie to właśnie budowa broni atomowej sprawiła, że od lat oczy całego świata zwrócone są w kierunku Pakistanu. Niestety, jest to wzrok pełen obaw – niestabilna od lat sytuacja polityczna sprawia, że społeczność międzynarodowa boi się, że pakistańskie ładunki atomowe mogą w pewnym momencie trafić w niepowołane ręce. I nie są to obawy bezpodstawne, szczególnie jeśli przyjrzymy się czynom Abdula Khana. Człowieka, który dla Zachodu pozostanie na zawsze już czarnym charakterem, bondowskim szalonym naukowcem, zagrażającym bezpieczeństwu całego świata.

Artur Makolągwa