Tarcza się przyda, ale nie wiadomo do czego – polemika z Bartoszem Węglarczykiem

Bartosz Węglarczyk, szef działu zagranicznego Gazety Wyborczej, na swoim blogu zamieścił ostrą polemikę z przeciwnikami budowy tarczy antyrakietowej w Polsce. Problem w tym, że choć dziennikarz Gazety twierdzi, że tarcza się przyda, to nie wyjaśnia do czego.

Pan Bartosz jest oczywiście zagorzałym zwolennikiem budowy bazy systemu obrony antybalistycznej w Polsce, zachęca więc nas w tytule: bierzmy tarczę, bo się przyda. Niestety – moim zdaniem – autor nie przytacza argumentów, które mogłyby przekonać sceptyków, a kilkukrotnie sam sobie strzela w stopę. Słowem, Pan Bartosz twierdzi, że tarcza się przyda, ale nie wyjaśnia do czego.

Niestety, w całym wpisie niewiele informacji można znaleźć na tematy związane z samą tarczą, z jej znaczeniem dla bezpieczeństwa państwa, skutecznością i ewentualnymi konsekwencjami instalacji bazy w Polsce. Autor skupia się bowiem na uwarunkowaniach wewnętrznych, skądinąd słusznie dostrzegając, że tarcza antyrakietowa stała się obecnie dla nas jedynie kartą przetargową w wewnętrznej polityce Polski, z jej ciągłymi przepychankami, walkami o przysłowiową pietruszkę i niezrozumiałymi decyzjami politycznymi. Niestety, koncentrując się na wytykaniu błędów kolejnym polskim rządom, Pan Bartosz także dołącza do chóru osób, które rozpatrują cały problem przez pryzmat polskiej polityki. Pisze:  

O tym, że Polska nie ma skutecznej obrony przeciwlotniczej, wie już dziś w Polsce każde dziecko. Wykorzystując okazję, postanowiliśmy naciągnąć Amerykanów, by nam ją załatali. Czy nie jest to jednak przede wszystkim obowiązek polskiego rządu? Co zrobiły poprzednie rządy, by tę dziurę zlikwidować?

Niestety, odpowiedź na podkreślone (przeze mnie, a nie przez BW) pytanie brzmi: nie zrobiły nic; tylko jaką to stwierdzenie ma wartość? Otóż żadną! Problem należy rozpatrywać nie w czasie przeszłym, a teraźniejszym i przyszłym.  Jaką bowiem wartość w dyskusji nad nim ma stwierdzenie, że ktoś czegoś nie zrobił dawno temu? Przecież powinno nas interesować to, co jest tu i teraz lub to, co może się wydarzyć w najbliższej przyszłości. Mamy twardą rzeczywistość, w której Polska nie posiada odpowiedniego systemu obrony przeciwlotniczej – oczywistym jest przecież fakt wielkiego zaniedbania w tej sferze. Pytanie stawiane przez Pana Bartosza powinno więc brzmieć: co zrobią kolejne polskie rządy, aby poprawić naszą obronę przeciwlotniczą? Niestety, nie zrobią zapewne zbyt wiele. System ten musi zostać w końcu zmodernizowany (a raczej: odbudowany niemal od postaw), ale  polskich sił zbrojnych nie będzie, w dającej się przewidzieć perspektywie, stać na samodzielne sfinansowanie tego zadania, a wydaje się być oczywistością stwierdzenie, że mając bazę tarczy antyrakietowej u siebie, będziemy musieli zdecydować się na sprzęt najwyższej jakości. Czy mając to wszystko na uwadze, można uznać lokalizację w Polsce bazy systemu za element zwiększający bezpieczeństwo państwa? Moim zdaniem, absolutnie nie.

Koronnym argumentem strony polskiej w negocjacjach z USA jest właśnie niedostosowanie naszego systemu obrony przeciwlotniczej i antybalistycznej do sytuacji, w jakiej znajdzie się Polska w razie umieszczenia na jej terytorium bazy tarczy. Dlatego też, stara się – jak możecie przeczytać w poprzednim cytacie – naciągnąć Stany Zjednoczone na sfinansowanie jego odbudowy – przynajmniej w niewielkim, w stosunku do potrzeb, zakresie. Symbolem tej – wątpliwej zresztą – odbudowy, jest warunek przekazania Polsce systemu Patriot. Oto, co na ten temat pisze Bartosz Węglarczyk:  

To absurd, bo jedna czy dwie baterie rakiet Patriot będą w stanie osłonić najwyżej mały kawałek Polski, np. ową amerykańską bazę antyrakietową. Zwolennicy strategii rządu w sprawie tarczy mówią, że potrzebujemy Patriotów, bo zły dyktator przed atakiem na USA może najpierw spróbować zniszczyć tarczę – czyli zaatakować Polskę. Jeśli jednak Patrioty będą chronić mały wycinek naszego kraju, to co stoi na przeszkodzie, by ów dyktator zaszantażował polski rząd, że w razie użycia tarczy zaatakowana zostanie niechroniona przez Patrioty baza, lecz Warszawa albo Gdańsk, albo Kraków

Mówiąc dyplomatycznie, mam sporo wątpliwości, czy argument ten działa na korzyść tarczy, czy przeciwko niej. Jaki bowiem płynie z niego wniosek? Taki, że na tarczy, w razie konfliktu, nie zyskamy absolutnie nic, bo bez względu na to, czy będziemy mieć zero, jedną czy nawet sześć baterii Patriot, żaden „zły dyktator” nie będzie się z nami patyczkował, tylko dla pewności zaatakuje i Warszawę (czy inne miasto) i instalację tarczy, a my i tak nie będziemy w stanie się obronić.

Pytam więc – jaki ma plan polski rząd, jeśli negocjacje o tarczy zakończą się fiaskiem? Skąd weźmiemy owe miliardy dolarów, by tę dziurę załatać? Czy może będzie tak, że tarcza nam przejdzie koło nosa, a dziura dalej będzie?

Być może. Ale może być – i zapewne będzie jeśli „weźmiemy”  teraz tarczę – jeszcze gorzej, bo będziemy mieć i dziurę i tarczę. W moim osobistym odczuciu, to chyba najgorsze z możliwych wyjść – wystawiamy się na pewne zagrożenia (to czy obecnie są one realne, nie ma znaczenia, ponieważ tak samo nierealne są powody, dla których powstaje tarcza – na razie przynajmniej), nie posiadając żadnych środków, które mogłyby posłużyć do ich neutralizacji. Dodam jeszcze, że osobiście uważam, że zapewne najlepiej byłoby mieć zarówno tarczę, jak i obronę przeciwlotniczą, ale musimy mieć świadomość, że jest to raczej niewykonalne, nawet w perspektywie kilkudziesięciu lat.

Wbrew opiniom wielu przeciwników tarczy jej projekt nie spotyka się ze sprzeciwem sojuszników z NATO. Z prostego powodu – bez płacenia jednego eurocenta mogą mieć na swym terytorium coś, co może ich ochronić przed zagrożeniem, które na różnych szczytach NATO zostało uznane za realne.

I czy nie lepiej też załapać się na tarczę, ale nie ponosząc za niej odpowiedzialności w razie ewentualnego konfliktu, ale i nie dostając żadnych „bonusów” ze strony USA, takich jak dozgonna – ale w gruncie rzeczy niewiele znacząca – deklaracja przyjaźni? Niestety, ze strony USA nie możemy się – moim zdaniem – spodziewać więcej. Strategiczne partnertstwo, o którym pisze Pan Węglarczyk, niestety – bez względu na to czy zdecydujemy sie na tarczę, czy nie – nie będzie udziałem Polski. Ciężar wydarzeń światowych przesuwa się od lat na Wschód, a Polska w nowym porządku światowym nie będzie odgrywać kluczowej roli w amerykańskich planach bezpieczeństwa narodowego, a raczej stanie się – z tarczą czy bez niej – pomijanymi peryferiami w ramach europejskiej ariergardy.