Unia Europejska w nowym porządku światowym

Po odrzuceniu traktatu lizbońskiego przez społeczeństwo Irlandii, trudno przewidzieć dalszy jego los. Fakt, że na razie UE działa w miarę sprawnie, nie oznacza jednak – moim zdaniem – że nowy traktat jest zbędny.

Wręcz przeciwnie! Europa jak nigdy potrzebuje ożywczego impulsu, który nie tylko popchnie ją w nowym kierunku, ale będzie też odpowiedzią na wyzwania i zagrożenia XXI wieku. Jeśli Europa chce jeszcze w nadchodzącym stuleciu odgrywać rolę taką jak przez kilka poprzednich, musi wyjść z impasu instytucjonalnego i zacząć myśleć o przyszłości globalnie. Do tego potrzebne jest jednak nowe spojrzenie, głębsze zrozumienie procesów jakie zachodzą w dzisiejszym świecie, a przede wszystkim – chęć wyjścia im naprzeciw i działania w taki sposób, aby potencjalne wyzwania nie przerodziły się w namacalne zagrożenia.

Nie odmawiam europejskim politykom i ich doradcom umiejętności dogłębnego wejrzenia i zdiagnozowania obecnej sytuacji międzynarodowej; wręcz przeciwnie – jestem przekonany, że mają świadomość, że stoją przed wielką szansą, aby zjednoczona Europa zaczęła myśleć i działać samodzielnie. Na naszych oczach budowany jest nowo-stary ład międzynarodowy – wracamy znów do sytuacji, gdy państwa dotychczasowych peryferii, tworzące (umowny) Trzeci Świat, będą nadawać ton globalnej rzeczywistości politycznej. W wywiadzie dla tygodnika Europa, znany brytyjski politolog M. Leonard, stwierdza, że w relatywnie niedługiej perspektywie czasowej czeka nas

(…) strukturalna zmiana w porządku światowym. (…) Po raz pierwszy od zakończenia zimnej wojny potęga niezachodnia będzie miała wpływ na definiowanie i reguły rozwiązywania najistotniejszych kwestii. Chiny zaczynają myśleć na własny rachunek i cały świat będzie to musiał wziąć pod uwagę.

Nie muszę chyba przekonywać, że Chiny to wielkie wyzwanie dla Zachodu, jedyne państwo spoza naszego kręgu kulturowego, które może faktycznie doprowadzić do zasadniczej zmiany w stosunkach międzynarodowych, zachwiać dotychczasowym monocentrycznym porządkiem, jaki wytworzył się po upadku świata dwubiegunowego.

Nie oznacza to jednak, że na Państwo Środka nie ma mocnych – należy podjąć rzuconą przez nie rękawicę; jednak aby tego dokonać, Unia musi się radykalnie zreformować, w celu wzmocnienia swojej polityki zagranicznej. Przede wszystkim, konieczne jest nadanie jej osobowości prawnomiędzynarodowej (dziś posiadają ją jedynie Wspólnoty Europejskie), a poza tym, należy wzmocnić, lub wręcz – w dużej mierze uwspólnotowić (a więc wynieść na poziom ponadnarodowy) procedury współpracy w ramach dzisiejszej Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa oraz stworzyć konkretne polityki współpracy z najbliższymi sąsiadami UE, w pewnej mierze wzorowane na – niestety raczej nieudanej – idei Partnerstwa Eurośródziemnomorskiego.

Rola Unii na arenie międzynarodowej nie jest jedynym wyzwaniem, przed jakim stoi obecnie Europa. Ogromnym problemem jest międzynarodowy system finansowy, nadal oparty w dużej mierze na coraz mniej stabilnym i wiarygodnym dolarze. Powoli jego pozycję zajmuje euro, ale przynieść może to równie dużo szkód, co korzyści. O nie mniejszy ból głowy, może Europejczyków w przyszłości przyprawić cena nośników energii, a przede wszystkim – ropy naftowej. Prędzej czy później, Unia i będzie musiała na poważnie zastanowić się, w jaki sposób zastąpić ropę we własnej gospodarce; nie będzie to łatwe, zważywszy na to, że ropa wykorzystywana jest nie tylko do produkcji paliwa, ale i choćby – wszechobecnego w dzisiejszym świecie – plastiku. By tego dokonać, konieczne będą wielkie inwestycje w nowoczesne technologie, co pociągnąć musi za sobą zmiany w politykach sektorowych Wspólnot, a przede wszystkim – redefinicję Wspólnej Polityki Rolnej.

To tylko wierzchołek góry lodowej. Naprawdę wiele jest do zrobienia, aby Unia zachowała w najbliższej przyszłości swoją pozycję i skuteczność. Oczywiście, możemy odkładać reformę struktur unijnych w nieskończoność, ale na wiele to się nie zda: w pewnym momencie dojdziemy do sytuacji, gdy potrzebna będzie zmiana wręcz rewolucyjna. Traktat lizboński taką zmianą – wbrew temu co można usłyszeć – wcale nie był; nie był też – niestety – dokumentem idealnym, ale wprowadzał pewną bazę, na której możliwe byłoby przeprowadzenie dalszych, pogłębionych reform za kilka lat. Moim zdaniem miał być jedynie traktatem przejściowym, korygującym pewne coraz pilniejsze kwestie, a jednocześnie miał dać Unii chwilę oddechu przed skokiem na głęboką wodę – a więc dogłębną reformą własnych instytucji, polegającą na uwspólnotowieniu kolejnych sfer polityki państw europejskich.

Tylko dzięki pogłębieniu integracji zjednoczona Europa będzie mogła włączyć się procesy kształtowania nowego porządku światowego, a co za tym idzie – prowadzić dialog ze stale rosnącymi w potęgę Chinami, Indiami, Rosją czy – nadal przecież silnymi – Stanami Zjednoczonymi i Japonią. Nadarza się jedyna w swoim rodzaju szansa na umocnienie własnej pozycji na arenie międzynarodowej. Europa nie może jej przespać, ani – tym bardziej – roztrwonić przewagi, którą nadal przecież ma nad innymi pretendentami do tytułu globalnego lidera.